[R75 2.0 CDTi] Życzenia

No skoro o R75 temat to:

Przy gwiazdkowiej aurze świąt
Gdy przyjdzie czas na to odpowiedni
Pomyślcie o wszystkich stąd
spotykanych tu w dzień powszedni

A wśród życzeń zupełnie standartowych dołóżcie
kilka z tych, z waszą sympatią związanych
by, gdy ktoś zawoła- pomóżcie!
pomóc w zawiłościach R75 splątanych

By pompka sprżegła nigdy już nie siadła
Wysprzęglik 10 lat niech działa
skóra z kierownicy by nie odpadła
i przepływka nigdy się nie rozpadała

By zawór ERG sam się czyścił
turbinka zyła pełną piersią codziennie
sen o bezawaryjności wreszcie się ziścił
a motor pracował mniej sennie

Spalanie utrzymało się w litrach pięciu
oponki nie wiedziały co to zużycie
jazdy kolejnych lat dziesięciu
w pasji, wygodzie i zachwycie

A na koniec wszystkim wam życzę
bo tak magia świąt nakazuje co roku
by patrząc w dowód rejestracyjny
cyferka 2009 ukazała się w oku

na koniec zyczenia jakie dostałem przed chwilą...chyba jedne z bardziej orginalnych:

W czasie gdy nadeszła już ta zima,
gdy motor trzeba w zamknięciu trzymać,
niedźwiedzie śpią, nie chce im się żyć,
żule zamiast na zewnątrz, muszą w sklepie pić,
a gdzieś w środku tego czasu jest pora zaklęta,
to właśnie są święta.
Życzę żeby każdy ogromnego karpia zjadł,
zakrztusił się ością i na ziemię padł Razz.
Nie no to niech idzie w zapomnienie,
bo życzliwe ma być każde życzenie.
Życzę zabawy wielkiej, z banią wielką,
sylwestra ze sporą butelką.
i wtedy nie tylko uważajcie na petardy i race,
bo po fakcie niestety nie działa 2KC...
A jeżeli będziecie grzeczni, bez onanizowania się przed pornosem,
wtedy motor w wigilię przemówi do was ludzkim głosem

 

dowcipasy

Wieczór wigilijny. Podpity facet wracając do domu od kolegi, wstąpił do kościoła. W żłobku będącym częścią szopki świątecznej ukrył butelkę wódki.
Wieczorem wychodzi z domu, żeby zabrać ze żłobka swoją własność i pójść z nią do drugiego kolegi. Dochodząc do kościoła, słyszy śpiew: "W żłobie leeeeży...".
- Do licha, znaleźli!

-------------------------------

Rok 1410, przeddzien Bitwy pod Grunwaldem.
Obóz Polaków. Wszyscy sruba jak okret. Ledwo lażą, pod każdym drzewem hafty,
biba na maxa. Jagiełło leży orzygany w namiocie pierwszy odjechał bo ma słaby łeb.
Obóz Niemców;
Jeszcze gorzej. Zaczęli już od rana, wszyscy wygięci,
nawet konie się uwaliły, jeden koń drugiemu wkłada kopyto do paszczy, żeby się wyrzygał,
rycerze łażą, naparzają się na niby mieczami; ogólny gnój!
Na drugi dzień Ulrich się budzi, łeb go napier..., kac wielki,
chwyta się za głowę i woła giermka:
Te, słuchaj gościu; pójdziesz do Jagiełły; tam za ten pagórek,
dasz mu te dwa miecze i powiesz mu, że my wczoraj z chłopakami pochlali,
mnie łeb nap***dala i w ogóle że dzisiaj nie da rady!
Powiedz że może jutro się zetrzemy czy jak? ok.?
Okej! Giermek wziął miecze pod pachę i idzie wężykiem do Jagiełły;
trochę się potyka i czka, bo se rano klina wziął i go trzyma fest jeszcze.
Przyszedł do Władzia i mówi:
Dobry! Ja tam nie wiem, ale szef mnie tutaj przysłał i kazał dać te dwa miecze
- wbił zamaszyście w glebę miecze - i kazał powiedzieć
że u nas wczoraj była impreza i dzisiaj nie da rady, może jutro!
Nie, no wszystko ok., my tam z chłopakami też nielicho wczoraj zabalowaliśmy, naprawdę nie ma sprawy - ale materaca gościu to mi nie musiałeś przebić...

-------------------------------------

wchodzi zajączek do nory, wali pięścią w stół i krzyczy:
-hańba!! wchodzi drugi zajączek do nory, wali pięścią w stół i krzyczy:
-hańba!!!
wchodzi trzeci zajączek do nory, wali pięścią w stół i krzyczy:
-hańba!!!
Mama zajączków sie pyta:
-co sie stało;dlaczego hańba???????
na to zajączek odpowiada:
-niedźwiedź ojcem dupe podtarł

Zabawa "tytułowa"

"A w Wigilię przyjdzie Niedźwiedź" - Janosch

Radosna Twórczość 2 :]

- Cześć – Witek wszedł do domu. Po chwili zorientował się, że przywitał ściany. W domu nie było nikogo. Zdziwił się, tym bardziej, że Lena wolała już być w domu, poza tym, dzisiaj Wigilia.
Dopiero o dziewiatej trzydzieści wieczorem szczęk klucza oznajmił o pojawieniu się w domu kolejnych osób.
- Dobry wieczór, Witku – powitała go pani Starska. – Gdzie Lena?
- Nie ma, myślałem, że jest z wami.
- Wyszła rano z psem.
- Sama?
- Mówię przecież, że z psem.
- Nie przyszła.
- Jak to nie przyszła?!
Rano Witek odchodził od zmysłów. Lena wsiąkła. Nie pomógł nawet telefon od Dagmary, która wesoło życzyła mu wesołych Świąt.
- Hej, Dag?
- Słucham, Bracie Niedźwiedziu?
- Nie wiesz, gdzie podziało Lenę?
- Może.
- Gdzie ona…
- Nie martw się, wszystko w porządku.
- Jest u ciebie?
- Merry Christmas!
W dodatku kłótnie pań były nie do wytrzymania. Przez kolejne dni denerwował się coraz bardziej, chociaż wiedział, dlaczego Lena nie chciała wrócić do domu. Nie był to jednak powód, żeby zostawiać jego…
Przez kolejne dni układał sobie przemowę, raczej kazanie, które panie jej, kiedy pojawi się w jego zasięgu. Bo na pewno się pojawi.
Wściekłość minęła w jednej chwili, słowa układanej reprymendy odeszły w niepamięć, kiedy tydzień później w domu pojawiło maleństwo. Nagle wszystko się ułożyło. Jeśli ktoś tu teraz krzyczał, to tylko bobas budzący się z drzemki. Lena postawiła na swoim. Zniknęły firany z kuchni i salonu. Pani Starska unikała starć z drugą babcią.
Lenę drażnił jedynie czas w którym obie nadmiernie słodziły do dzidziusia, co kończyło się zazwyczaj wrzaskiem najmłodszego członka rodziny.
- Wiesz, co, tatusiu? – Lena puściła oczko do Witka.
- Słucham cię.
- Teściowe nie mogą z nami mieszkać.
- Nie ma sprawy

koniec

 

Pastorałka

Cytat:



Cytat:

PASTORAŁKA

Znaków zmartwiałych obnażaniem chwały
Blask znieruchomiał przygłuszony śniegiem.

Mroźnymi kłami wbijanymi w ciszę
Biel w strach wyrasta. Znowu nikt nie przyszedł.



Nie chce się przestać śpiewać Twoja pastorałka. Nie chce się zapomnieć i
wyrzucić. Twoje wiersze-ciernie bywają dotkliwe, bo ich funkcją jest
Przypominanie. Nikt nie przyszedł? Prorocze słowa; nikt nie przyszedł do
tego wiersza płynącego pod prąd Wigilii. Ja przychodzę. Jestem z tej
samej gliny: ja też lubię pamiętać. No to stańmy tak sobie i postójmy:
smutne wysepki w Oceanie Radości. A kiedy już zaśpiewamy Twoją
pastorałkę ("lubię śpiewać, choć zupełnie mi to nie wychodzi" - to tak,
jak ja:-) ) wzbogacimy repertuar (trzymamy się tonacji). Na początek
"Psalm wigilijny" Tadeusza Nowaka:

Zwierzęta wierne zarąbane
Zwierzęta psalm mój Ojcze Nasz
Zwierzęta siano sen kolęda
idą w welonie w mircie w łajnie
z wieczornej zorzy idą z rzeźni
Wchodzą w mój dom okryty skórą
zdartą z niedźwiedzia z owcy z kuny
W domu dwa flety flety dwa
z wyssanej kości kolędują
[...]
Zwierzęta wierne zarąbane
koń ochwacony krowa pies
Próbuje fletu moja dłoń
ostrzony nóż na cembrowinie
na brusku topór wygładzony
kamień i wór i rzeki dno
kolęda hej kolęda

A gdy dźwięki naszego psalmu katulają się jeszcze po śniegu jak młode,
niegrzeczne niedźwiadki, my już zaczynamy "Psalm betlejemski":

Widziałem tych proroków
Szli brzegiem nieba nieśli
z pięciu patyków gwiazdę
szkielet sokoła ryby
i na opłatkach rąk
mrowisko Hioba gnój

Widziałem ich śpiewali
miasteczko wieś miasteczko
z uciętą szyją ach miasteczko
parę tysięcy ludzi
Żydów Cyganów
z uciętą szyją ach śpiewali

Takie te nasze kolędy. Trochę odstają od wzorca:

Kolędy nasze ciche i troskliwe
Pochylone nad Dzieckiem niby wołki siwe
Boją się krwi zapachu...
    Wielce je przestrasza
Cień skaczący po ścianach jak broda Judasza
Kolędy nasze swym zwierzęcym okiem
Zapatrzone w jasełka jak trumna głębokie
Stoją, tupają, żują...
    Nigdy się nie dowiesz
Czy w tym spokoju tępe zapomnienie
Czy zapatrzenie w siebie, dalekie widzenie
Tego co w żadnej pieśni nie wypowiesz
O czym nie trzeba mówić - bo i tak się stanie:

Rzeźnia narodów. Boga krzyżowanie.

    [Ernest Bryll, Kolędy nasze...]

Tak, nasze kolędy i pastorałki nie dają się uśpić, ululać i ukołysać.
Oto "Kolęda" Stanisława Grochowiaka:

[...]
I stoją. Patrzą. Matka między drzewa
Rozpięta - zwisa. Stopy się kołyszą,
Czasami kropla wstrząśnie martwą ciszą,
Czasem mysz ćwierknie lub kamień zaśpiewa.

A płód - Jak długo może drążyć ciało?
Jak długo gwiazda spada w naszych trzewiach?
Czasem mysz ćwierknie, czasem głaz zaśpiewa,
A to jest wszystko, co dotąd się stało...

Moglibyśmy tak śpiewać i śpiewać. A gdy, zmęczeni, przestaniemy na
chwilę, by posłuchać padającego śniegu, pamiętamy pamiętać, Że wszystkie
nasze przyjemne doświadczenia zawierają w sobie pewien ledwo widoczny,
dobrze ukryty - a jednak przerażający element ostatniej wieczerzy
człowieka potępionego. Że Narodzenie spowoduje rzeź niewiniątek. Że w
każdej chwili, również wraz z Pierwszą Gwiazdką, cierpią i umierają
ludzie i zwierzęta. Że każda przyjemność, każda Wigilia, każda choinka -
to o jedną przyjemność, Wigilię i choinkę mniej. Że dni to kartki z
kalendarza. Żeśmy radosną kompanią piechoty idącą na pewną śmierć. Że
to, co czyni naszą egzystencję istotną, to fakt, że jej jakość i jej
trwanie są równie niemożliwe do rozdzielenia, jak czas i przestrzeń w
fizyce relatywistycznej. Że przyjemność jest produktem śmierci, a nie
formą ucieczki.

Oraz że nikt nie przyjdzie. Mysz ćwierknie i głaz zaśpiewa, lecz to
wszystko. My lubimy o tym pamiętać; nawet wtedy, gdy jak zdarta płyta
powtarzamy wciąż te same słowa:

                    Wesołych Świąt!

Tomaszek

Humor

Dwoje 80-letnich staruszków mieszkających na Alasce wybrało się na romantyczny spacer. Zaczynała się wiosna, przyroda powoli budziła się do życia. Obojgu zebrało się na amory.
- Czy wiesz, że na Alasce jest 117 000 wilków?
- Och kochanie, jaki jesteś mądry.
- A czy wiesz, że na Alasce żyje 482 000 niedźwiedzi grizzly?
- Och kochanie, jaki jesteś mądry.
Rozanielona staruszka czuje, że zbliża się tak dawno nie przeżywana przygoda i patrzy coraz cieplejszym wzrokiem na swojego staruszka. A ten nie tracąc czasu, już prawie rozebrał swoją babunię.
- A czy wiesz, że na Alasce żyje 2 mln karibu?
- Och kochanie, jaki jesteś mądry, ale skąd ty to wszystko wiesz?
- A pamiętasz jak w środku zimy zabrakło nam papieru toaletowego?
- Tak kochanie.
- I podałem ci wtedy egzemplarz „National Geografic”?
- Tak kochanie.
- Masz przyklejoną do pupy 68 stronę.

Dwóm przyjaciólkom po długich namowach, udało sie wreszcie przekonać mężów, żeby zostali w domu i same wychodzą na kolacje do knajpy, żeby przypomnieć sobie "dawne czasy".
Po zabawnie spedzonym wieczorze, dwóch butelkach białego wina, szampanie
i buteleczce wódki opuszczaja restauracje całkowicie pijane!
W drodze powrotnej obie nachodzi "nagla potrzeba", może dlatego że dużo wypiły.
Nie wiedząc gdzie isć się wysikać, bo było już bardzo późno, jedna wpada na pomysł i mówi do drugiej:
- Wejdźmy na ten cmentarz, tutaj napewno nikogo nie będzie.
Wchodzą na cmentarz, najpierw jedna sciąga majtki, sika, wyciera się tymi majtkami i oczywiscie je wyrzuca... Widząc to, druga od razu sobie przypomina, że ma na sobie drogą
markową bieliznę i szkoda by ja było tak wyrzucic. Sciąga więc majtki, wkłada je dokieszeni, sika i zrywa kokardę z pierwszego lepszego wieńca, żeby sie "podetrzeć".
Na drugi dzien mąż pierwszej, dzwoni do męża drugiej:
- Jurek, nawet sobie nie wyobrażasz co się stało! To koniec mojego małżenstwa!
- Dlaczego?
- Moja żona wrócila o 5 rano kompletnie pijana i na dodatek bez majtek. Odrazu wywalilem ja z domu.
Na to drugi:
- Marek, to jeszcze nic, wiesz co do wykombinowala moja? Nie tylko przyszla pijana i bez majtek, ale miala włożoną w tyłek czerwoną kokardę z napisem:
NIGDY CIE NIE ZAPOMNIMY, LUKASZ, IGNAC, STASIEK I POZOSTALI PRZYJACIELE Z SIłOWNI"

Wigilijny poranek. Żona budzi Stefana o 7.00.
- Stefan, no Stefan, nie mam masła. Słyszysz?
- A co ja na to poradzę.
- Ubieraj się i idź do sklepu.
- Ale ja nie wiem gdzie jest w sklepie masło.
- Wejdziesz, naprzeciwko kasy są lodówki, w pierwszej jest mleko, a w drugiej masło, idź.
Stefan wstał, ubrał się poszedł do sklepu. Przeszedł obok kas, podszedł do lodówki, wyjął masło i poszedł zapłacić. Na kasie stała zajebista laseczka. Stefan trochę z nią pogadał, pożartował, a laska niespodziewanie zaproponowała, aby poszli do niej. Poszli i troszkę potentegowali. Po upojnym popołudniu Stefan budzi się i widzi, że jest przed 20.00.
Wyskakuje z łóżka i mówi do laski:
- Masz mąkę?
- Mam.
- To przynieś szybko i posyp mi ręcę.
Laska zdziwiona przynoszi mąkę i posypuje ręce Stefana po czym on wybiega z domu.
W domu Stefanowi drzwi otwiera żona.
- Stefan gdzieś ty był, rodzina się zjechała, zjedliśmy kolację bez masła. Gdzie byłeś?
- Skarbie, jestem ci winny wyjaśnienie. Otóż poszedłem do sklepu, z lodówki wyjąłem masło i poszedłem zapłacić. Na kasie stała zajebista
laseczka, trochę z nią pogadałem, pożartowałem, a ona mnie zaprosiła do siebie, a u niej trochę zabradziażyliśmy. Obudziłem się i szybko
przyjechałem do domu.
Żona wysłuchała wszystkiego spokojnie i ze zniecierpliwieniem w głosie powiedziała:
- Pokaż ręce.
Stefan pokazał obsypane w mące ręce, na co żona:
- Pie****isz Stefan, znowu byłeś na kręglach.

Kolejarskiej braci

Dla każdego, o kim można powiedzieć, że to Człowiek przez duże "C"

Ecce homo!
Spotkałem CZŁOWIEKA!
Powoli szedł ulicą. Rozdawał uśmiechy.
Na moment z kimś przystanął; udzielił pociechy,
albo ukoił duszę - słuchając cierpliwie.
Codziennie głodnym strawę dzielił sprawiedliwie.
Biednych ratował groszem lub darował szaty,
choć jego własną odzież ozdabiały łaty!
Spotkałem CZŁOWIEKA!
W biały kitel odziany, krew swą ofiarował.
A wiedząc, że niejedno życie uratował,
takim to czynem innych do daru zachęcał.
Godziny odpoczynku i siły poświęcał
też, by radosną była Wigilii godzina
opuszczonym. Czekała na niego rodzina!
Spotkałem CZŁOWIEKA!
Z młodymi ludźmi dziarsko biegał po murawie,
chcąc ich strzec od nałogów. We wspólnej zabawie
również szansę dokonań wspólnych upatrywał.
Przykładem swoim wiele pokoleń porywał,
by poznały, jak piękną jest ziemia i grody.
Nie raz jeden zawistni rzucali mu kłody!
Spotkałem CZŁOWIEKA!
W dżungli świata wytrwale niósł spragnionym tłumom
światło wiedzy. Ale że bardziej niż rozumom
sercu zaufał, skupiał wokół siebie wielu.
W trosce Stańczyka i w Sowizdrzała weselu,
w obrazach, dźwiękach, słowach obfitość rozdawał
dóbr kultury. Za swe trudy niewiele wdzięczności doznawał.
Gdy spotkacie w czas Waszej życiowej przygody
tego, kto dobro czyniąc, nie patrzy nagrody
i bywa w świecie wilków celem ludzkiej złości,
bo ma odwagę sławić potęgę miłości
(tej, co da wielu radość, chleb powszedni bratu)
słowami: ECCE HOMO - mówcie o nim światu.

Żarcik poetycko - turystyczny

Dziwy?
Gdy przypadł w kalendarzu weekend niezbyt krótki,
żeby wypocząć - wpadłem wprost do Zimnej Wódki.
Wcale chyba nie miałem najmądrzejszej miny,
ujrzawszy tuż przed sobą kawałek Koniny.
Dziwiłem się pod Pcimiem ludziska kochani,
że choć wciąż jestem trzeźwy - to jestem na Bani.
Na Polanie usiadłem - po jakiejś godzinie,
myśląc: Czy to wypada deptać po Łysinie.
Poślizg był pod kontrolą, gdym zjeżdżał po trawie.
Uszczerbku nie poniosłem, a byłem w Naprawie.
Do głowy za Olkuszem myśli się wkradają:
Czy na pustynię Klucze drogę otwierają?
Przyszła wiosna, więc Chłop się zabrał do roboty;
wziął Piłę oraz Świder i naprawia Płoty.
A Sąsiadka Leosia, gdy minęły Mrozy,
wypuściła z Obory Kozła oraz Kozy.
I jeszcze wielkie Pranie w południe zrobiła;
na drewnianych Widełkach Wełnę rozwiesiła.
Wesoła Magdalenka czuje się wspaniale.
Z Radości dziś upiekła Makowiec, Rogale.
A kiedy zmierzch zapada nad Strumień pomyka;
wije Wieniec z stokrotek i słucha Słowika.
Kwitną Miłki, Słonecznik, mnóstwo niezabudek,
bo Krasne Ogrodniczki dbają o Ogródek.
Pszczółki kwiatki wąchają - to ich Raj prawdziwy.
W wodzie Karaś ucieka. Nie chce do Oliwy!
Przez Mokre jadę Mosty. W dole Wisły głębia
i po chwili przed sobą ujrzałem Gołębia.
W przepięknej, zalesionej Roztocza krainie
Jeleń - choć nie ma Rogów - podskakując płynie.
Wśród iglastego Suszu, na Polanach, w Laskach
wygrzewają się Węże na gorących Piaskach.
I Łosie się zjawiają - leśnik mi powiedział,
a w Sobotę pod Świerkiem widziano Niedźwiedzia.
Słonka szuka pędraków - bada teren grząski,
Nur nurkuje z Rybitwą, Nisko lecą Gąski.
Stanowczo Wam oświadczam - nie blef to ni bajka,
że się duży Mikołaj mieści w Mikołajkach.
Było też Całowanie w środku Europy,
kiedy pod Bukiem Hannę napotkały Chłopy!
Powiecie, że się tutaj gramatyka kłania,
bo któż wielkie litery pisze w środku zdania.
Ale inne znaczenie te wyrazy mają;
geograficzne nazwy w nich się ukrywają.
Zasiądźcie więc w fotelu, albo na kanapie,
by każdą z nich odnaleźć na ojczystej mapie.

Co tam panie w IT?

garsc dowcipow dla nerdow:

Jedna z korporacji branży IT opracowała dyski twarde o nieskończonej pojemności. Mają trafić na rynek jak tylko skończą się formatować.

- obczaj to: "Przychodzi pakiet TCP do lekarza, a lekarz: "No no, z takim TTL to Pan długo nie pożyjesz"."
- no fajne, ale czemu akurat pakiet TCP a nie np. ICMP?
- a widzialeś kiedyś normalny pakiet ICMP, który chodzi do lekarza?

- Tata jak przyszedłem na świat?
- No dobrze mój synu, kiedyś musieliśmy odbyć tę rozmowę: tata poznał mamę na chatroomie.
- Później tata i mama spotkali się w cyberkafejce i w toalecie mama zechciała zrobić kilka downloadów z taty memory stick'a.
- Jak tata był gotowy z uploadem zauważyliśmy, że nie zainstalowaliśmy żadnego firewalla.
- Niestety było już za późno, żeby nacisnąć "cancel" albo "escape", a i meldunek "Chcesz na pewno ściągnąć plik?" już na początku skasowaliśmy w opcjach "ustawienia".
- Więc nacisnęliśmy klawisz "Enter" i mama otrzymała komunikat "Przypuszczalny czas kopiowania 9 miesięcy".

Prawdziwi 1337 H4X0R2Y odczytują esemesy z pyrkania w głośniczkach.

Tcpdump jest dla mięczaków, twardziele odczytują pakiety z migania diody LNK.

Nie programuj w wigilię... bug się rodzi

Informatykowi niespodziewanie urodziły się trojaczki. Nazwał je:
Untitled1
Untitled2
Untitled3

- Jakie jest podobieństwo między wigwamem, a linuksem?
- No windows, no gates, Apache inside.

Czarne dziury powstały tam, gdzie Bóg podzielił przez zero.

Żona programisty:
- Ciągle jesteś zajęty i siedzisz przy komputerze. Żebym choć miała dziecko...
- Kładź się, będziemy instalować...

Prawdziwy programista ma grupę krwi C.

Co to jest niedźwiedź polarny? Niedzwiedź kartezjański po transformacji.

Spotykają się dwie proste: następnym razem ty płacisz.

Co to jest: żółte, unormowane z normą zupełną? Przestrzeń Bananacha.

Przychodzi wektor zerowy do psychiatry: jestem w ogóle niezorientowany.

Niektóre epsilony są tak małe, że podniesione do kwadratu są mniejsze od zera.

Obok siebie w autobusie stoją dwie osoby: Ona i On. Ona spojrzała na
niego, on na nią.
- Informatyk - pomyślała studentka
- Studentka - pomyślał bezdomny

W piaskownicy bawią się dzieci, jedno z nich siedzi same w rogu.
- Dlaczego twój dzieciak siedzi dziś tak sam w kącie?
- No bo dzisiaj bawią się w pracownie komputerową, a mój instaluje Linuksa.

Idzie chłopak przez las i słyszy głos żaby dobiegający z trawy:
- Jestem zaklętą księżniczką. Odczarujesz mnie, jeżeli mnie pocałujesz.
Chłopak uśmiechnął się, schował żabę do kieszeni i poszedł dalej. Żabka zrozpaczona straciła nadzieję na zdjęcie klątwy i pyta go:
- Słuchaj, czemu ty jesteś taki dziwny? Mógłbyś przez rok robić ze mną, co zechcesz, a ty nic...
Chłopak wyjął żabkę i mówi:
- Jestem informatykiem, na dziewczyny nie mam czasu, ale gadająca żaba to fajny gadżet.

Informatyk widzi w zoo Gnu. I się dziwi dlaczego jest w zoo, a nie w tar.gz.

Wsiada informatyk do taksówki.
Taksówkarz: Jaki adres ?
Informatyk: 192.168.0.13
Taksówkarz: Panie, nie da rady, nie dojadę, to adres prywatny...

Przychodzi admin do lekarza...
- Panie doktorze, coś mnie wątroba boli ostatnio...
- Co pan powie? A u mnie działa!

ASG - Moje hobby

Znalezione na innych forach. Troche na siłe, ale jest fajne :)

ASG - TO JEST TO

1. Twoje pojęcie zabawy to 1 km2 z pagórkami, kamieniami i korzeniami, a następnie strzelanka w takim terenie.
2. Bronisz się przed zarzutami skierowanymi przeciw twojej broni wcześniej, niż przeciw matce.
3. Mieszkanie masz nie posprzątane, w lodówce pusto, ale karabin (AEG) za 2 tysiące.
4. Sądzisz że święta to kolejna okazja by dostać jakieś akcesoria militarne.
5. Nie chcesz kabrioletu, bo wszyscy oglądają twoje spluwy (gliniarze też).
6. Dostajesz zwrot pieniędzy z podatku, i pierwszą rzeczą o jakiej myślisz to zakup nowych części (zamiast na przykład oddać pożyczone pieniądze rodzicom).
7. Twoja definicja doskonałego partnera – lubi broń i strzelanki.
8. Ty i twój karabin macie te same nawyki, a ty jeszcze się dziwisz że jesteś bez partnera.
9. Mieszkasz w domu rodziców, jesz ich jedzenie, pożyczasz pieniądze, a wciąż stać cię na posiadanie 4 różnych karabinów.
10. Nie potrafisz zrozumieć pojęcia uroku spaceru w lesie.
11. Gdy spotykasz w lesie niedźwiedzia, nie wiesz czy stanąć z przodu, czy z tyłu karabinka.
12. Poważnie rozważasz szybciej skończyć pracować, przy mniejszej emeryturze, mając na myśli więcej czasu na strzelanki.
13. Lubisz obserwować brud spływający ze strumieniem prysznica po walce.
14. Ktoś mówi "Och! To musiało boleć!" na widok twojej ostatniej rany, a ty odpowiadasz "Powinieneś to zobaczyć, było super... właśnie byłem w wąskim korytarzu, i...".
15. Wybierasz miejsce zamieszkania na podstawie ilości dostępnych terenów nadających się do strzelanek.
16. Kiedy zaczynasz się z kimś spotykać, próbujesz wyobrazić sobie, jaką broń powinien kupić, żebyście mogli jeździć razem na strzelanki.
17. Kiedy ktoś z kim chcesz się umówić twierdzi, że 2000 zł (AEG) wydane na broń to o wiele za dużo, a ty rozważasz, czy się z nim nie umawiać, bo przecież i tak tego nie zrozumie!
18. Kiedy ktoś w pracy pyta o imię twojej miłości, mówisz "M4 RIS".
19. Kiedy spędzasz więcej czasu w internecie na stronach ASG niż ze zdjęciami panienek.
20. Myślisz że świetne miejsce na randkę w ciemno to twoje ulubione pole walki.
21. Wiesz, jak rozłożyć swój karabin, ale nie masz pojęcia jak naprawić samochód.
22. Myślisz, że ghille suit na innym facecie wygląda świetnie.
23. Myślisz, że mieć karabin droższy od swojego samochodu jest OK.
24. Wydajesz dwa razy więcej pieniędzy na samego GearBoxa niż "normalni" ludzie np. na komputer.
25. Myślisz o usprawnieniach nowego karabinka zanim jeszcze dotrze do ciebie w przesyłce. Poczta, szybciej! Chcę mój karabin!
26. Masz więcej mundurów wojskowych niż garniturów.
27. Zbliżając się samochodem do czerwonego światła automatycznie rozglądasz się za niewidocznym przeciwnikiem.
28. Dbasz o każdy gram!
29. Zestawiasz kolorystycznie manierkę i koszulkę.
30. Możesz mówić o „gaziakach”, „sprężynach” i „elektrykach”, jakby byli twoimi najlepszymi przyjaciółmi.
31. Jedyne liczby, które znaczą dużo, to pojemność magazynka, maksymalna prędkość wylotowa i zasięg maksymalny.
32. Nazywasz swoją broń "dzieckiem".
33. Masz w pracy zdjęcie swojej ekipy obok zdjęcia dziewczyny.
34. Twoja dziewczyna mówi "Następnym razem, jak pójdziesz na strzelankę - zostawiam cię" a ty odpowiadasz, że będziesz za nią tęsknił.
35. Wracasz do domu usmarowany błotem, twoja dziewczyna mówi "Jesteś obrzydliwy!" a ty się wtedy uśmiechasz.
36. Opowiadasz ludziom w pracy o spektakularnych wyczynach na polu, pokazujesz im rany, a oni nazywają cię "szalonym".
37. Często oglądasz swoją broń i zastanawiasz się co możesz jeszcze z nią zrobić, choć działa perfekcyjnie.
38. Skrzywdziłbyś raczej siebie niż swoją broń.
39. Twoje kolana i łokcie są pełne blizn z pól bitew i uważasz je za punkt honoru.
40. Błoto cię ekscytuje.
41. Liczysz sklepy ze sprzętem ASG w miejscu, gdzie szef chce cię przenieść, zanim jeszcze zastanowisz się nad wynikająca z tego podwyżką.
42. Za każdym razem gdy jesteś na spacerze, myślisz, jak byłoby wspaniale być tu raczej z kolesiami na strzelance.
43. Sam widok twojej broni sprawia, że się uśmiechasz.
44. Znasz numer telefonu do swojego sklepu ze sprzętem ASG, ale nie do matki.
45. Twoim startowym WWW jest strona WMASG.com
46. Twoja ulubiona rozgrywka zaczyna się kawą, a kończy piwem.
47. Nie zauważasz, że się ściemnia, do momentu, gdy nie wejdziesz w drzewo, którego nie widziałeś.
48. Wiesz, że BlowBack to nie stacja benzynowa.
49. Przeczytałeś ten tekst już 20 razy i wciąż cię bawi.
50. Kochasz te lasy i polany przed sobą, mimo że jesteś tam już dziesiąty raz.
51. Leżysz na plaży z dziewczyną, skwar jak 150, nagle zaczyna się burza, ona
zaprasza cię do siebie na kawę (hehe), a ty odmawiasz, mówiąc.. „sorry, ale ja...
muszę postrzelać”.
52. Idąc do WC bierzesz ze sobą „Komandosa”, a nie "Playboya".
53. Po wyjściu ze szpitala z ręka w gipsie znajdujesz w jego pobliżu nowy nieznany sklep z demobilem i czym prędzej go odwiedzasz.
54. W czasie wizyty u ortopedy pytasz, kiedy będziesz mógł biegać po poligonie, a nie kiedy będziesz zdrowy.
55. Spędzasz w EMPiK-u godziny przeglądając pisma militarne.
56. Oglądasz się nie za facetem, ale za bronią z którą biega.
57. Oglądasz się nie za dziewczyną, ale za karabinkiem z którego strzela.
58. Kochasz swoją broń do tego stopnia, że mimo napadu na Ciebie w celach rabunkowych i przyłożonego do szyi scyzoryka oplatasz się wkoło broni i myślisz w duchu: "prędzej mnie od niej odetną niż ją puszczę".
59. Wybuchasz śmiechem na słowa "koniec sezonu" - przecież na strzelanki jeździ się cały rok.
60. Mieszkasz w okolicach wojskowego poligonu i masz jakiegoś gnata.
61. Nie odrzuca Cię smak błota między zębami.
62. Każda potrawa jest dla ciebie "Dobrym Paliwem" lub "Złym Paliwem".
63. Masz nieusuwalny znak od „postrzału” na prawym policzku.
64. Czytasz 5 różnych magazynów wojskowych miesięcznie.
65. Co tydzień zdobywasz 5 nowych katalogów sprzętu.
66. Twoje szafy są pełne pojemników z kulkami.
67. Twoja szafka jest zapchana po brzegi magazynkami gotowymi w każdej chwili do akcji.
68. W twoim arsenale znajduje się broń każdego typu (pistolety, pistolety maszynowe, karabiny szturmowe, karabiny wyborowe, armaty, czołgi, działa .
69. Rzucisz wszystko co robisz i pójdziesz postrzelać, kiedy tylko masz ku temu okazję.
70. Jesteś zapisany na każdą grupę mającą coś wspólnego z ASG.
71. Nie masz czasu czytać tego wszystkiego, bo właśnie idziesz postrzelać.
72. Nie jedziesz na wakacje, jeżeli nie możesz wziąć swojej broni.
73. Twoja broń wisi nad twoim łóżkiem, żebyś mógł ją pomacać, gdy obudzisz się w nocy.
74. Twoimi afrodyzjakami jest kamuflaż na rękach i twarzy.
75. Przycinasz gips na ręce tak, żeby zmieścił się w nim chwyt broni.
76. Na kierownicy w swoim samochodzie starasz się zamontować okładki pistoletu.
77. Swill cię słowo "full-metal-body".
78. Na każdej lekcji fizyki myślisz, jak by tu zwiększyć zasięg swojej broni.
79. Nie masz już siły podnieść ręki, bo na nadgarstkach wiszą kilogramy baterii, kulek, i sprężyn.
80. Uważasz, że wylewanie nowego asfaltu to zbrodnia, bo nie ma się jak okopać.
81. Bez względu na to, gdzie i co masz załatwić w mieście, na twojej trasie zawsze jest sklep z gadżetami militarnymi.
82. Wychodzisz kupić choinkę, a wracasz z nowym celownikiem optycznym.
83. Twoje ulubione zapachy męskie to pot i GreenGas.
84. Za stracony uważasz tydzień, w którym nie zakupiłeś co najmniej 1 kg nowego osprzętu.
85. Gdy coś w broni nie działa, to i ty czujesz się chory.
86. Nie musisz nosić ochraniaczy, bo na kolanach masz bandaże.
87. Prosisz, żeby sklep wystawił ci rachunek na 30% wartości, by powiedzieć żonie, która go znajdzie: "Wiesz, kochanie, strasznie ze mnie zdarli ostatnio..." (autentyk!).
88. Po czwartym opróżnieniu magazynka i zatarciu silnika myślisz: "Boże, jak ja kocham ASG".
89. Budzisz się i biegniesz sprawdzić, czy broń da się naprawić tak, jak to sobie we śnie wymyśliłeś (autentyk!).
90. Na 30-stopniowym mrozie dziwisz się, że broń nieco „zastygła”.
91. Rezygnujesz z wakacji, aby zaoszczędzić kasę na nowego AEG’a.
92. Potrafisz złapać muchę za lewe jajo jednocześnie strzelając i zjeżdżając głową w dół po linie.
93. Po powrocie z manewrów, lecząc rany i ból mięśni zimnym piwem, planujesz wycieczkę na następny tydzień.
94. Rozpoznajesz kulki leżące na ziemi z 5 metrów, bo ułatwia ci to tropienie znajomych.
95. Zachęcasz znajomych do nocnego wypadu na nie oświetlony i bardzo niebezpieczny teren, mówiąc: "Będzie extra - przy odrobinie szczęścia wszyscy się zabijemy" (autentyk!).
96. Na środku pola walki rozwalasz broń i natychmiast kasujesz najbliższego gracza, byle tylko samemu wytrwać do końca.
97. Jeśli za dwie pierwsze otrzymane w życiu pensje kupiłeś nowego AEG’a, wywołując nieciekawe komentarze rodziców (ja tak zrobiłem!).
98. Znasz tylko te nazwy ulic w swoim mieście, na których znajdują się sklepy z demobilem.
99. W zimie wolisz strzelać ze sprężyny niż z gaziaka.
100. Bierzesz swoją ulubioną broń nawet na 5-dniową szkolną wycieczkę nad morze (autentyk).
101. Ustawiasz nowy celownik optyczny o drugiej w nocy strzelając przez całe mieszkanie.
102. Idąc na rodzinne spotkanie, pod marynarkę i koszulę z krawatem zakładasz szelki z kaburą na pistolet (pistolet oczywiście też zabierasz!) (autentyk).
103. Siadając przed komputerem odruchowo szukasz palcem wskazującym spustu (zdarzało mi się).
104. Całą wypłatę przeznaczasz na usprawnienie swojej broni, a wieczorem myślisz, co kupić za następną.
105. Swój karabin czyścisz częściej niż siebie.
106. Na każdej lekcji geografii szukasz nowych terenów do walk.
107. Z dumą obnosisz się ze swoimi nowymi trofeami: ręką w gipsie i przestrzelonymi okularami (autentyk).
108. Boisz się żony, ale nie szalonego CQB po ciemku w ruinach (autentyk).
109. Notatki z wykładu uzupełniasz rysunkami broni.
110. Próbujesz wykorzystać swoją zagipsowaną nogę jako argument za kupnem karabinu wyborowego.
111. Twoja opalenizna dłoni ogranicza się do elipsowatych plam - jedynego miejsca nie zasłoniętego przez rękawiczki.
112. Nad drzwiami zamiast podkowy wieszasz na szczęście pełny magazynek (autentyk).
113. Po upadku pierwszą rzeczą, która przychodzi Ci do głowy, to pytanie, co stało się z twoją bronią.
114. Twoje dziecko umie strzelać ze wszystkiego zanim jeszcze nauczy się chodzić.
115. Gdy Twoja żona jest w ciąży, decydujesz, że jeżeli urodzi dziewczynkę, dacie jej na imię K(R.I.S)ia.
116. W dzień swojego ślubu idziesz rano na strzelankę (autentyk).
117. Wracając z wycieczki masz na broni i na sobie mapę geologiczną okolicy.
118. Twoja dziewczyna mieszka w tym samym budynku co sklep z demobilem.
119. Po powrocie z "wielkiej wojny" wybierasz jak najdłuższą drogę przez centrum, aby popatrzeć na oniemiałych przechodniów.
120. Na imieniny do znajomych przychodzisz z nowym kolimatorem, bo sklep ASG akurat był po drodze (autentyk).
121. Traktujesz zacięcie broni jako osobistą zniewagę.
122. Gdy przechodzi obok ciebie jakaś laska z niezłym karabinem, patrzysz wyłącznie na jej broń.
123. Twoje rachunki za prąd (od częstego ładowania baterii do AEG) są wyższe niż Mt.Everest.
124. W Wigilię wchodzisz do swojego pokoju, aby pogadać ze swoją bronią.
125. Spotykając kumpla airsoftowca, po zadaniu pytania "Co słychać?" nie czekając na odpowiedź zadajesz od razu "A kupiłeś sobie coś nowego do swojej broni?"
126. Po pierwszym wyjeździe z nowymi kumplami nie pamiętasz ich nawet z imienia, ale za to dobrze wiesz, że taki a taki gość miał PSG-1z oryginalnym celownikiem, a inny MP5 z oświetleniem taktycznym i celownikiem optycznym.
127. Jako prezent ślubny sprawiasz swojej żonie cudowną Tanakę i M60, no bo cóż jest bardziej wdzięcznego od tego połączenia?
128. Wszelkie ciuchy, sprzęt turystyczny i mnóstwo innych rzeczy kupujesz zadając sobie za każdym razem diametralne pytanie "A jak przyda mi się to do walki terenowej?"
129. Podczas gdy niektórzy twoi kumple mozolnie przeliczają wszystko na browce, ty bez trudu potrafisz powiedzieć, ile kosztuje ta koszulka w parytecie do AK-47 w cenie z ostatniego dnia.
130. Twój pamiętnik z wypraw to głównie wspomnienia tego, jak wtedy pięknie zaskoczyłem tego gościa schowanego za drzewkiem, albo jak to jest spotkać na swojej drodze leśniczego lub wycieczkę policjantów-grzybiarzy.
131. Za każdym razem, gdy czytasz te wspomnienia ty aż drżysz z podniecenia; twoi słuchacze-laicy ziewają.
132. 3/4 kliszy poświęcasz na pstrykanie zdjęć pt. "Ja i moja broń w tak pięknych okolicznościach przyrody", resztę zostawiasz by uwiecznić swoją dziewczynę.
133. Stwierdzasz, że gdyby twoja pamięć chłonęła wszystko tak jak gazety i katalogi sprzętu militarnego, to wkrótce stałbyś się geniuszem.
134. Jeżeli będziesz kiedykolwiek wybierał swojego psychoanalityka (choć „sam przeciw wszystkim” na poligonie lub w lesie potrafi więcej), to na pewno będzie to też człowiek związany z ASG; w końcu kto lepiej zrozumie maniaka niż drugi maniak.
135. Za ludźmi oglądasz się stosując następna klasyfikację: zajebista broń, niezła broń, taka sobie broń, szajs.
136. Na pytanie swojej dziewczyny "Czego ty się ciągle oglądasz za tymi karabinami?", odpowiadasz "A wolałabyś, żebym oglądał się ciągle za kobietami?". Po jej następnym pytaniu "A gdyby to były kobiety z zajebistą bronią?" popadasz w konfuzję.
137. Swojej dziewczynie grozisz, że intercyzę małżeńską spiszesz tylko po to, by móc zagwarantować sobie 20h tygodniowo dla swoich strzelanek.
138. Masz dziurawe rękawiczki, bo już dawno zostały przestrzelone kulkami.
139. Twój punkt widzenia zależy od długości lufy.

30 POWODOW DLA KTORYCH BROŃ ASG JEST
LEPSZA OD KOBIETY

1. Ze swojej broni możesz strzelać każdego dnia w miesiącu,
2. Broni nie trzeba zapraszać na kolacje,
3. Twoja broń zawsze będzie cierpliwie czekać w samochodzie, aż skończysz grać w piłkę,
4. Twoja broń nigdy się nie spóźnia,
5. Twoja broń nigdy nie jest zazdrosna, gdy grasz inną bronią,
6. Twoja broń się nie zmartwi, gdy przyjdziesz do domu z inną bronią,
7. Twoja broń zawsze działa gładko,
8. Możesz używać broni więcej niż jeden raz w ciągu nocy i nie czuć się winnym,
9. Twoją broń możesz pożyczyć koledze,
10. Zawsze wiesz czy jesteś pierwszym, który strzela z tej broni,
11. Broń jest zawsze gotowa do akcji,
12. Broń nie żąda równości,
13. Twojej broni nie obchodzi pora, o której wracasz,
14. Po zmianie broni, nie musisz płacić alimentów,
15. Od broni nie można się niczym zarazić,
16. Twoja broń zawsze cię zadowoli,
17. Twoja broń nie mówi dla żartów, że jest w ciąży,
18. Twoja broń nie ma krewnych,
19. Twoja broń nie narzeka na chrapanie,
20. Nie musisz wstydzić się broni, z którą przyszedłeś na imprezę,
21. Twoja broń nie ma włosów tam, gdzie nie trzeba,
22. Nie trzeba mieć zezwolenia, żeby mieszkać ze swoją bronią,
23. Twojej broni nie obchodzi, ile zarabiasz,
24. Twoja broń nie narzeka na wakacje, które wybrałeś,
25. Twoja broń lubi jeździć w bagażniku,
26. Twoja broń nie narzeka na plamy od potu,
27. Możesz trzymać wszystką swoją broń w jednym pokoju i nie będą się bić.
28. Twoja broń nie potrafi cię obrazić
29. Twojej broni nie trzeba tłumaczyć swoich uczuć żeby ją użyć
30. Twoja broń nie pójdzie sama do kolegi.

Fuzja klanu RB i WKO - 465 r.p.n.e - 464 r.p.n.e.

Pewnego dnia Remix powrócił. Opowiedział barbarzyńcom, że uciekł od demonów i po paru tygodniach marszu z ranami, znalazł się w krainie Gutixa. Gutix wyleczył go z ran, a Remix opowiedział wszystko o barbarzyńcach Bogowi. Na to Gutix rzekł, że mają wielkie niebezpieczeństwo od Zamoraka, no i uratował barbarzyńców. Wydano wielkie przyjęcie na cześć powrotu Remixa. Przez całe lato doszło do klanu z tysiąc osób i wybudowano z kilka chat. Na początku jesieni wszyscy przygotowali się na sparing z WP. Całe plemię poszło za Szyszkiem, a było ich razem około 2000 na przyjacielski sparing z WP. Dotarli do bramy gdzie miał ich wpuścić Gutix żeby walczyli. Brama była jeszcze zamknięta. Obok barbarzyńców pojawił się Gutix i 100 uzbrojonych ludzi.
- Spotkałem ich podczas wędrówek po wildzie. Ci 100 wojowników chce dołączyć do klanu RB. Teraz idźcie do swojej wsi. Walka została przesunięta o tydzień. Wyśpijcie się i zjedzcie coś, a przed walką do was przyjdę i zateleportuję was do tej bramy. Barbarzyńcy podziękowali i ruszyli w stronę wsi z nowymi żołnierzami.
Barbarzyńcy czekali w chatach już dwa tygodnie. Wszyscy się już niepokoili. Nie wiedzieli co się stało. Z gutixem i z sparingiem i z klanem WP.
W końcu ktoś przed główną chatą barbarzyńców sie pojawił. Był to Minotaur. Powiedział że ich zateleportuje na bitwę. Nikt nie zdążył odpowiedzieć a potwór już każdego przeniósł w miejsce gdzie wokól chuczały wulkany, ziemia była czarna, a powietrzem prawie nie dało sie oddychał. Minotaura nie było. Nagle z nad przeciwka biegł klan WP. Barbarzyńcy nie wiedzieli kompletnie co sie dzieje. WP było z 3000 osób, mieli w rekach bronie i prawdopodobnie złe zamiary. WP biegło coraz szybciej. Nagle kolo ich boku siedział Zamorak na biegnącym Demonie. Barbarzyńcy nie chcąc zabijać przyjacielskiego klanu, zaczęli uciekać, Zamorak rzucał piorunami w barbarzyńców. Kilku zginęło. Klan RB Walczyć. Walczyli zawzięcie. Sporo ich zginęło. Zamorak stał z boku i patrzył jak przyjacielskie klany sie zabijają. Nagle Martius6 zauważył szyszka4 walczącego z kimś i pobiegł w jego stronę, chciał go zabić. Szyszek4 niczego nie widział. Gdy martius był tuz przed nim, nagle ktoś mu odciął rękę, był to lister polen jeden z nowych żołnierzy w rb. Martius padł nieżywy na ziemie
- Dziękuję – powiedział szyszek4 do listera polena.
- Nie ma sprawy to mój obowiązek - odpowiedział mu
- tak ale... aaaaaaa wykrztusił szyszek4 po czym odleciała mu głowa.
- Zabił go jeden z najsilniejszych w WP. Poland999999
Barbarzyńców zostało bardzo mało. Około 9. WP było znacznie więcej.
Postanowili sie wycofać. Zaczęli uciekać. Niedaleko była otwarta brama bo Zamorak rzucając piorunami nie chcą co ja trafił. To była jedyna droga ucieczki. Uciekali: Fast Marek, serducho1, Lister polen, Matiz65, Adamsor a reszta zginęła. Zamorak trafił piorunem w serducha1. On padł nieżywy. Polik - Ranged w WP strzelił dwie strzały. Jedna zzezowała, a druga przeszczeliła łeb lister polena. Uciekali: adamsor, matiz65 i Fast Marek. Byli już coraz bliżej wyjścia. Adamsor dostał strzałę w nogę. Padł na ziemie. Fast Marek i Matiz65 tego nie zauważyli. Biegli co sil w nogach. Za nimi ruszył Pawfunia. Biegł w ciężkiej zbroi. Doganiał ich. Ominął leżącego Adamsora. On ostatkiem sil rzucił mieczem który podarował mu Gutix w plecy Pawfuni. Miecz przebił go na wylot. To był niezwykły miecz. Zrobiony przez Gutixa z odrobina magii. Miszczu96 Podszedł do adamsora i go dobił. Fast marek i matiz65 przebiegli przez bramę. Biegli co sil do kryjówki Gutixa. Nie wiedzieli gdzie są ale drogę im wskazywało czarne niebo. Po jakimś czasie na przeciwko nich stanęło 10 demonów
- Poradzę sobie z nimi. Biegnij dalej - krzyczał Fast Marek do Matiza65.
Nie zostawię cię - krzyknął.
- Jak dobiegniesz do Gutixa to ożywisz nas wszystkich a przy najmniej kilku. BIEGNIJ - krzyczał fast Marek.
Matiz65 pobiegł do przodu, demony próbowały go złapać ale uwagę ich odciągnął fast Marek. Fast Marek został sam z dużą grupa potworów. Matiz65 biegnąc widział jak Demony zjadły przyjaciela. Ze łzami w oczach biegł dalej. Po paru godzinach było mu bardzo ciężko. Zdjął zbroje :
- Jak mnie mają zabić to zrobią to nawet gdy będę miał zbroje - powiedział biegnąc.
Po bardzo dluuuuuugim czasie dobiegł do jaskini gutixa. Był szczęśliwy. Widział w środku związanego Gutixa a przed nim z mieczem stał Zamorak. Matiz65 miał jeszcze miecz i rzucłl go w Zamoraka. Okazało sie ze to iluzja i trafił w sam środek głowy gutixa i go zabił.
- Ja nie moglem go zabić ale dzięki tobie będę miał wladzę nad światem. Nie będę cię zabijał. Błąkaj się po świecie wilda z świadomością że zabiłeś świat. Ktoś inny cię zabije. - Powiedziała iluzja po czym znikła.
Matiz65 nie mógł uwierzyć. Kilka godzin siedział bezczynnie przy ciele Gutixa i płakał. Nagle zauważył ze Gutix na czymś siedzi. Była to fiolka. Postanowił zaryzykował i wlał ja do ust Gutixa z wodą. Nagle Gutix ożył. Matiz65 go rozwiązał.
- nie martw sie. Znam zaklęcie na ożywienie twoich przyjaciół jednak tylko o czystym sercu - powiedział gutix po czym teleportował siebie i Matiza do kryjówki Zamoraka.
Zamorak trzymając zakrwawiony miecz w ręce kładł na stół bezradnych ludzi z WP i wbijał miecz w ich brzuchy. Zostało tylko 1000 w kolejce. Gutix rzucił jakieś zaklęcie na Zamoraka ( podobno teleport) i zniknął . Gdy znikał rzucił szybko piorun w resztę WP i wszyscy zginęli. Matiz65 z gutixem teleportowali sie do zródła. Gutix zaczynał rytuał przywracania życia. Ożywił sporo ludzi z RB ( około 1500) jednak nie wszystkich.
-Tamtych nie mogę uzdrowić, ponieważ nie mają czystych serc. Teraz zobaczmy WP - powiedział Gutix.
Chwilę pózniej pojawiło sie 500 z WP
-Byliśmy zahipnotyzowani. Nie wiedzieliśmy co robimy- powiedział Martius płaczącdo Rb
- Spox. To nie wasza wina - odpowiedział Szyszek wsadzając sobie głowę.
- Możemy do was sie przyłączyć ? - zapytał Pawfunia - nasz klan jest za mały żeby sam podróżował po świecie runescape. Chcemy sie do was przyłączyć - dodał
- Chętnie was przyjmiemy. Nie mamy do was urazu. Witajcie w RB - odpowiedział Szyszek4.
Gutix wszystkich teleportował do chat RB i jakoś się zmieścili. Ci z WP szybko się zadomowili i zbierali wszyscy plony z ogródek.

Przez całą jesień doszło wiele ludzi do RB, pod koniec jesieni było już z 3000 żołnierzy w klanie RB. Do chaty barbarzyńców pewnej zimnej nocy zawitał bóg Gutix.
Powiedział im że po sprawie z Zamorakiem będzie ich ścigał. Gutix musi zniknąć na jakieś 2 miesiące z tego świata, powodu nie podał. Barbarzyńcy musieli wyruszyć w inne rejony wilda by szukać innego domu i być z dala od Zamoraka. Po drugie i tak musieli iść ze swej ziemi, bo już było mało miejsca i jedzenia dla wielu żołnierzy. Barbarzyńcy chcieli zdobyć wielką i żyzną ziemię pełną lasów, zwierzyny i słodkiej wody. Gutix powiedział im też ze w ta drogę w którą ruszają będzie ich łatwo widać bo jest ich 3000 i Zamorak ich wytropi. Radził im sie podzielić na dwie grupy i iść w dwie inne strony.
- Nie ma mowy, barbarzyńcy trzymają sie razem. - Powiedział oburzony Szyszek.
Gutix zniknął. Barbarzyńcy spakowali w worki jedzenie, picie o bronie i nazajutrz wyruszyli. Błąkali sie długo. Szli 2 tygodnie w zimnie i zaczęło im brakować jedzenia. W końcu weszli na gorący teren pełen ognia, lawy i pyłu.
- Takie gorąco w zimie - Narzekał Poland999999.
W tym czasie zachuczała ziemia i sie roztąpiła tworząc po środku krainy ogromną strzelinę liczącą wiele kilometrów długości, a w niektórych miejscach, aż 2 kilometry szerokości. Połowa barbarzyńców była z jednej strony a druga z drugiej. Pecha mieli Pawfunia, remix436 i xavi125 i 300 innych osób
Oprócz REmixa, Pawfunii i Xavi 300 osób wpadło do strzeliny wypełnionej lawą. Pawfunia wpadł do wielkiej dziury ale na szczęście Szyszek4 go złapał. Remix436 złapał sie jednej nogi Pawfuni i wisiał nad przepaścią. Xavi125 drugiej. Szyszek4 nie mógł utrzymać Pawfuni. Pomogli mu serducho1 i martius6. Remix436 bał sie. Wpadł w histerię. Zaczął sie miotać i kopał Xaviego.
- Spadaj w dół, tylu nas nie utrzymają - powiedział remix436 do xaviego wyciągając nóż z kieszeni i wbijając mu w rękę.
Xavi nie wytrzymał z bólu i spadł w olbrzymią przepaść.
W tym czasie nadleciało wielkie stado czarnych kruków. Ptaki obsiadły Remixa i zaczęły dziobać mu całe ciało, wydziobały mu najpierw oczy, potem uszy i język.
- To jest kara za wszystkie twoje grzechy. - powiedział największy jeden z nich ( miał około 2 metrów)
Remix cały podziobany z bólu puścił sie nogi Pawfuni i spadł.
Barbarzyńcy wciągnęli Pawfunie na góre. Byli rozdzieleni na dwie grupy. jedna stała z jednej strony a druga z drugiej. nie mogli do siebie pójść.
- Ty z fast markiem, Serduchem i Polandem poprowadź tamtą grupę a ja tą z Pawfunią, Leonkiem i Martiusem. Może sie kiedyś spotkamy. Nie dajcie sie. Do zobaczenia - krzyknął szyszek4 do matiz65 idąc w przeciwną stronę. Grupa barbarzyńców poszła za nim.
Druga 1500 osobowa grupa ludzi stała nad przepaścią. Ruszyli dopiero wtedy gdy Szyszek i reszta zniknęli za horyzontem...

Barbarzyńcy szli po obu stronach przepaści. Zima była w pełni, lecz w tej krainie zawsze jest gorąco i nie wiadomo jaka jest pora roku. Podobno jednak już wiosna nadchodziła, lecz o tym barbarzyńcy jeszcze nie wiedzieli. Po paru tygodniach marszu przepaść się skończyła i barbarzyńcy znów się połączyli. Po następnych kilku dniach gorący teren z wulkanami, demonami i lawą się skończył i Barbarzyńcy zobaczyli z daleka olbrzymie góry. Zima jeszcze trwała, padały ogromne śnieżyce i było bardzo zimno. Gdy barbarzyńcy mieli wkroczyć w góry, spotkali dwie kohorty żołnierzy rzymskich. ( około 1000 żołnierzy) Już barbarzyńcy mieli ich zaatakować, Dowódca tych kohort i sami żołnierze okazali się barbarzyńcami :
- Specjalnie odłączyliśmy się od grupy w Edgeville i poszukiwaliśmy was. Chcemy z wami walczyć przeciwko Zezimie i Camelot. Jesteśmy też barbarzyńcami. Możemy się do was przyłączyć
- Oczywiście, im jest nas więcej tym lepiej - odpowiedział grzecznie Szyszek
Wkroczyli w ogromne góry ( tylko wilcza góra na wschód od Camelot jest nie co większa od tych gór ) W górach sypały ogromne śnieżyce, było bardzo zimno, barbarzyńcy uważali na spadające lawiny, skały, a także na ścieżkę, która często się kończyła niespodziewanie tuż przed krawędzią urwisk i głębokich dolin z których nie było wyjścia. Uważali na przełęcze, na orły, które ich porywały ( dwóch ludzi porwały podczas wyprawy) na niedźwiedzi. Gdy nadchodziły noce, spali zazwyczaj nad przepaściami, które daleko w dole się kończyły. Tak były ścieżki wąskie między ścianą góry, a przepaścią, że podczas spania, jeden niezauważony przewrót i barbarzyńca leciał na dół przez kilka minut i spadał na zimne strumienie i skały. Jedzenie i picie się kończyło, a droga była jeszcze daleka. Tajemnicza ścieżka ( w niektórych miejscach miała tylko metr szerokości, więc trzeba było iść gęsiego) była bardzo wąska i śliska. Podobno 200 osób podczas przeprawy spadło przypadkowo poprzez poślizg na przepaście. Barbarzyńcy szli ostrożnie przez góry z krótkimi popasami przez 3 tygodnie. Ścieżka prowadziła przez największą górę w tej okolicy z której barbarzyńcy bez żadnej nadzieji zobaczenia wiosny zauważyli..... RAJ Piękna kraina pełnej zieleni, jezior, rzek, lasów, zwierzyny, a z daleka zauważyli dzięki świetnej widoczności nawet morze.

Barbarzyńcy wkroczyli do pięknej krainy o nie znanej nazwie. Na zboczach gór panowała jeszcze zima, lecz po paru dniach nadeszła wiosna i zima precz uciekła na północ i w góry zostawiając topniejący śnieg. Barbarzyńcy dotarli do krainy. Zakwitła piękna wiosna, ptaki śpiewały, a drzewa puszczały pączki i rosły liście. Barbarzyńcy obeszli cały kraj i zauważyli, że jest dość duży, jest między morzem, a ogromnymi górami pokrytymi jeszcze śniegiem. W środku kraju była ogromna dolina, bardzo piękna z jeziorem do którego wpadały rzeki i zimne strumienia z gór. Ziemia była żyzna, pełno słodkiej wody nie mówiąc o pięknej zieleni i o zwierzynie, po prostu jak w Ogrodzie Eden. Szyszek4 rzekł :
- To jest przepiękna kraina, musimy tutaj zamieszkać
Fast Marek :
- Musimy dokładnie przebadać ten przepiękny Raj, mogą tu być słudzy Zezimy i Zamoraka
Niespodziewanie zniknął lister polen. Wziął łuk i chciał zabić szyszka4 i fast marka, podobno był sługą Zezimy. Lecz gdy strzelił z łuku dwa strzały, ogromny orzeł ( miał około 4 metrów) złamał lecące strzały przy oczach Barbarzyńców i zabił listera polena wyrywając mu głowę, zostawiając resztę podziobanego ciała. Rzekł :
- Ten zdrajca chciał Was zabić
- Kim Ty jesteś ?
Rzekł szyszek4
- Jestem posłańcem Guthixa,cały czas was miałem na oku, chciałem Wam kogoś przedstawić .....
Wtem Barbarzyńcy zauważyli pewnego ludzika, zwał się Wks Paker
- Jestem Remixem w nowym ciele, i bardzo Cię przepaszam szyszko4, że byłem złym barbarzyńcą, chcę się poprawić ....
- Wybaczamy Ci. Orle, wiesz co się dzieje z Guthixem ?
- Niestety nic o Nim nie wiem Ale na pewno za jakiś czas przybędzie do tej pięknej krainy Radzę Wam zbadać tą krainę, znajdziecie tutaj pełno mieszkańców.
I zniknął. Barbarzyńcy ruszyli do szukania nowych ludzi. Znaleźli w dolinie pełno mieszkańców ( około 6000 ) Mieszkańcy Ci byli barbarzyńcami i wrogami Zezimy i Zamoraka. Barbarzyńcy zamieszkali w dolinie Raju, zbudowali na wzgórzu po środku jeziora ( była to jakby wzgórze - wyspa ) ufortyfikowane miasteczko zbudowane z gliny, kamieni i drewna. Miasteczko otacza murek, który chroni od wrogów i daje poczucie bezpieczeństwa. Po środku miasteczka jest rynek, a nad nim ogromna skała, na której zbudowano mały zameczek w którym mieszka rada, przywódca akademii i liderzy klanu RB. Całą wioskę projektował Martius6. Była w pełni wiosna, barbarzyńcy zaczęli uprawiać ziemię i hodować zwierzęta na około jeziora, a zwiadowców posyłali po całej krainie, dochodzili nawet na południe do imperium Zezimy i na północ do krainy Zimy. Barbarzyńcy nie wiedzieli jeszcze o sąsiadach, którzy mieszkali w pobliżu .... A Guthix nadal nie wracał do Barbarzyńców.
Wtedy już było o boku Szyszki 10 000 żołnierzy

Barbarzyńcy szczęśliwie żyli w nowej krainie. Jak powiedział Orzeł tak się stało. Coraz więcej osób budziło w sobie barbarzyński instynkt i dołączało do ich świata. Barbarzyńcy nie spodziewali się, że mają konkurencję, która Podkradała wszystkich podróżników, którzy byli najłatwiejszym łupem. Czasami Guthix za pomocą orła zsyłał jakąś "grubą rybę" lecz zazwyczaj tylko przy samotnym polowaniu. Choć nie było nowych bogactw prócz tych od Guthixa to jednak Barbarzyńcy umieli sobie poradzić i wiele z nich żyło w dostatku. Niektórzy chwytali się dorywczych prac takich jak ścinanie drzew czy robienie zbroi. Coś trzeba było zrobić i wykurzyć tych bandytów. Wtedy siły Guthixa zesłał ynowe światełko w tunelu. Byli to wojownicy o niezwykłych umiejętnościach blokowania lecz Barbarzyńcom się to nie spodobało. Lecz nie wszystko jeszcze stracone. Jeszcze da się to naprawić lub znaleźć alternatywę. Adamsor zaproponował zebrania, które miały by między innymi rozwiązać tę sprawę. Po swojej śmierci poprzedzoną złym kierowaniem Kornel Ziom przemówił do ludu:
-Trzeba popracować nad naszą organizacją podczas wypraw.
Szyszek rzekł:
- Lecz co mamy robić
- Proponuję zrobić bezkrwawe polowania gdzie się tego nauczymy. Możemy Robić między sobą mini bitwy. Ten kto umrze zostanie wskrzeszony przez czary Guthixa przesyłane za pomocą orła. Będziemy mieć większe doświadczenie w walce z wrogiem.

Rozpoczęło się piękne lato. Barbarzyńcy mieli już doświadczenie w bitwach i potyczkach poprzez różne treningi i ćwiczenia. Uprawiali pola, łowili ryby, polowali na zwierzęta, ścinali drzewa na domy i wydobywali surowce z gór, potrzebne do robienia różnych metali i poznawali krainę. Pewnego dnia odkryli jednak, że mają sąsiadów..... To klan KMW, nienawidzących Zezimy i Zamoraka, lecz nie lubili też barbarzyńców, uważali ich za prymitywnych i głupich. Pięknego ranka zaatakowali z gór na kraj barbarzyńców. Wszyscy mieszkańcy krainy uciekli do wioski na jeziorze. Tam Klan Mistycznych Wojowników na razie nie mógł ich dosięgnąć, bo nie mieli łodzi. Niestety po paru dniach zrobili łodzie i zaatakowali na miasto. Gdy już Barbarzyńcy mieli wystrzelić swoje ostre i płonące strzały pojawił się od dawna wyczekiwany Guthix, leciał na swym olbrzymim orle. Klan KMW się poddał i zawarli z klanem RB pokój, a potem się z nimi połączyli. Guthix powiedział, że zawarł sojusz z Saradominem, Bogiem śniegu, mrozu i północy, podobno ten bożek jeszcze bardziej nienawidzi Zamoraka i Zezimy niż barbarzyńcy. Podobno gdy nadejdzie zima, Saradomin wyśle na świat Runescape taką zimę, że Zezima i Zamorak długo ją popamiętają. Guthix rzekł :
- Saradomin wyśle ogromną zimę w tym roku na naszych wrogów. Musimy mu pomóc i zaatakować na Zezimę. Może to szaleństwo, lecz moja moc i mego brata, Saradomina jest większa od Zezimy i Zamoraka. Nie opowiadałem wam, lecz Zamorak i Saradomin to moi bracia, Zamorak jest bogiem ognia i zła, a Saradomin bogiem dobra, powietrza, lecz też i mrozu. Ja natomiast jestem bogiem przyrody, wody i neutralności, lecz nawet neutralność nie lubi zła. Do zimy będzie Was więcej. Z pomocą klanu KMW zaatakujemy na imperium. Może nie zwyciężymy z Runescape, ale na pewno te Imperium osłabimy i to jest ważne. W zimie zrobimy crusha na kraj Zezimy
Po tych słowach Guthix pokazał barbarzyńcom grupę ludzi ( około 200 bardzo silnych barbarzyńców), których znalazł po powrocie z kraju Saradomina, z północy. Walczyli oni ze sługami Zezimy, było ich około 1000 ( tych sług Zezimy), gdyby nie Guthix, wojownicy Zezimy dawno by ich zabili. Jest ich tak dużo, że nie będę wymieniał ich imion. Bardzo ucieszyli się, gdy powitali się z barbarzyńcami.

Natomiast w Camelot Zezima powitał Zamoraka i rzekł :
- Nawiążmy sojusz i zniszczmy Saradomina, Guthixa i barbarzyńców
- A co ja z tego będę miał
Spytał się Zamorak
- Musimy znaleźć babrarzyńców, ja ich pokonam i zostanę władcą całego świata, a ty pokonasz Guthixa i Saradomina i zostaniesz największym bogiem na wszechświecie.
Zamorak się zgodził i nawiązali sojusz. Barbarzyńcy dowiedzieli się o tym od Guthixa i dlatego w zimie będzie ten wielki crush sił dobra ....

Barbarzyńcy zebrali ogromne plony. Gdy wszystkie plony zostały zebrane, barbarzyńcy zaczęli się przygotowywać na wielkiego crusha. Cała kraina barbarzyńców huczała młotem i stalą, do stolicy barbarzyńców zaczęli przychodzić z całego świata RS wszyscy barbarzyńcy, nawet Ci co nie byli przedtem z szyszkiem4. Nawiązana została Unia Gold Aliance między wszystkimi zbuntowanymi ludziami przeciw Zezimie i Zamoraku. Szyszek wreszcie po długich poszukiwaniach znalazł Riflemana, podobno miał już z 5000 osób do walki. Właśnie wyruszał już do krainy barbarzyńców. Barbarzyńcy budowali też ogromne machiny wojenne i katapulty do rozwalania bram i murów. Pewnego razu Guthix przyszedł do barbarzyńców i rzekł :
- Nie martwcie się, krasnoludy, elfowie i gnomy pomogą Wam, zbuntowanym ludziom przeciw Cesarzowi Rzymu i Camelot ( Rzym jest na południe od Camelot) Strategię Wam przedstawię, jak tamci przyjdą, a przybędą za miesiąc.
Po przemowie poszedł do Saradomina, a szyszek4 powiedział :
- Za mało nas, jest nas tylko z 30 000, a sług Zezimy i Zamoraka z 500 000. Mam nadzieję, że posiłki będą duże .....

W tym samym czasie Zamorak wysłał ogromnego smoka, by znalazł krainę buntowników. Na początku jesieni znalazł krainę. W lesie spotkał Serducha, Remixa, Fast Marka i Matiza. Matiz skoczył na bok, a smok swym płomieniem spalił resztę towarzyszy. Matiz65 cały w bólu od śmierci towarzyszy wziął topór i obciął łeb potworowi z wielką brutalnością i siłą.
Natomiast Zezima nie wiedząc o planie Guthixa i Szyszki4, leniwie siedział w Camelot posyłając swe wojska na południe imperium, by zniszczyły powstanie niewolników ( kraina barbarzyńców jest na północ od kraju Zezimy) Aż pewnego dnia zaczęła się na północy Zima....

Przez całą jesień przybyło do krainy szyszki4 następne 30 000 z Riflemanem ( ich liderem) ludzi z RS i Wilda. Teraz było już 60 000 barbarzyńców, aż szyszek4 rzekł do Rady i dowódców zbuntowanych ludzi :
- Nie spodziewałem się, że aż tylu ludzi pomoże nam, barbarzyńcom w walce z Imperium Zezimy. Niestety jest nas i tak za mało, powstanie na południu kraju Zezimy upadło, żołnierze wracają do Camelot i Rzymu. Jeżeli nie otrzymamy posiłków, to nawet 60 000 dzielnych i walecznych żołnierzy nie pokona liczebnej armii Imperium RS. Zawiążmy więc w obliczu śmierci i przegranej połączenie wszystkich ludzi, którzy chcą wolności Runescape. Niech To będzie teraz klan Wojowników Kręgu Ognia, od kręgu, który nas otacza i chroni
- Będziemy walczyć razem aż do ostatniego żołnierza o chwałę WKO i Runescape :!:
Rzekł Rifleman.
Cała kraina barbarzyńców nadal huczała młotem i stalą. Martius6 projektował i czuwał nad budową najróżniejszych katapult i machin oblężniczych, a nawet latających machin. Kornel Ziom dbał o zasoby stali, drewna, jedzenia, picia, i run na wojnę z wrogiem. Z tych zasobów rozkazał tworzyć machiny wojenne, katapulty, zbroje, miecze i topory dla wojowników, łuki i strzały dla łuczników, a z run czary i magiczne laski z drewna i kamieni szlachetnych dla magów. Dodatkowo armia potrzebowała dobre buty na marsz i konie na transport najróżniejszych machin i pojazdów na zdobywanie fortec. Natomiast Żołnierze pod okiem Matiza i Pawfunii ćwiczyli swe umiejętności wojownicze. Szyszkowi w głowie już zaczęły pojawiać się myśli, że krasnoludy, elfy, gnomy, Guthix i Saradomin zdradzili ludzi i nie pomogą im w walce, bo się boją. Lecz pewnego dnia na początku Zimy nadeszła od dawna oczekiwana, sroga zima. Pojawiła się ogromna śnieżyca, jezioro w krainie Barbarzyńców zamarzło, cały Wild opanowała zima i podążała w kierunku RS. W RS też spadł obfity śnieg i mróz opanował krainę. Ostatnio w Imperium Zezimy śnieg spadł 100 lat temu, gdy w RS wszystko było jeszcze szczęśliwe. Zezima, gdy zobaczył na polu śnieg, zaczął coś podejrzewać, ale na tym skończył i poszedł jedynie po grubszy ubiór. W tym czasie Zamorak ćwiczył demony walki w piekle na paradę Impierum, o której wkrótce opowiem Pewnego Zimowego ranka w grudniu do krainy Barbarzyńców nadeszły ogromne armie krasnoludów, elfów, gnomów, Guthixa i Saradomina. W armii Guthixa były różne zwierzęta przeznaczone do walki i chodzące drzewa, wszystko co związane z ziemią . W armii Saradomina znajdowały się szlachetne smoki, lodowe potwory, bałwany i wszystko, co związane z powietrzem i lodem. Dowódcą krasnoludów był nijaki król krasnali Bubuś III. Natomiast u elfów dowodził król elfów Didal V, a u Gnomów król Fifi VIII. Bubuś III przyprowadził do walki 40 000 krasnoludów, Didal V 30 000 elfów, a Fifi VIII 20 000 gnomów. Natomiast Saradomin i Guthix wzięli do walki 50 000 swych sług i poddanych. Razem armia Gold Aliance liczyła 200 000 żołnierzy i przeróżnych szlachetnych istot. Szyszek4 cały opatulony z zimna płaszczem był zachwycony, że aż tylu wrogów ma z pozoru silne Imperiumj RS Zezimy i Zamoraka. Lecz Bax132 rzekł :
- Nie zapominaj jednak, że wróg ma dwa razy tyle sił co my.
- Masz rację, lecz dzięki machinom Martiusa i zasobom krainy, zgromadzonych przez Kornela Zioma, i przy pomocy naszych Bogów, no i Zimy, możemy wygrać

Nadeszły święta. Wszyscy nie zmieścili się w mieście Barbarzyńców, więc założyli swe obozy na jeziorze, naokoło stolicy. Adamsor, Szyszek i Matiz poszli ściąć ogromną choinkę w górach i przy pomocy 200 barbarzyńców, postawili ją na rynku pod Zamkiem Szyszki. Drzewko świąteczne było tak ogromne, że przewyższało największą wieżę w mieście, było też przepięknie ozdobione.. Nadeszła wigilia, śnieg przepięknie padał, wszyscy usiedli przy ogromnym stołach na jeziorze obok których były wielkie ogniska, żeby było ciepło i zaczęła się ostatnia, wielka kolacja przed crushem na RS. Przy stołach byli wszyscy, krasnale, elfy gnomy, ludzie i wiele innnych szlachetnych istot. Na stołach były przepięknie pachnące potrawy, karpie, pierogi, zupy, chałki ( taki pyszny chlebek ) przeróżne wędliny, mięsa, potrawy mączne, dużo picia, świeczki i rzecz jasna : opłatki Szyszek4 rzekł :
- Życzę wszystkim, swym ludziom, sojusznikom, mieszkańcom całego RS, a nawet swym wrogom, choć nie powinienem : WESOŁYCH ŚWIĄT :!:
I 200 000 istot zaczęły składać sobie przepiękne życzenia, potem znowu zasiadły przed stołami i jedli i pili i rozmawiali o wszystkim, tylko nie o wojnie. Potem wszyscy śpiewali kolędy i o północy poszli wreszcie na pasterkę, a potem najedzeni spać. Tym samym czasie święta i wigilię świętowali wszyscy mieszkańcy RS, nawet Zezima i Zamorak, chodź nie tak energicznie, jak reszta. Nazajutrz rano wszyscy obudzili się w krainie Barbarzyńców, została odprawiona msza na jeziorze ( wtedy jeszcze chrześcijaństwa nie było, był to obrządek barbarzyński, pogański, ale podobny do chrześcijaństwa). Później wszyscy zjedli smaczny obiad w tym samym miejscu, jak w wigilię, a potem poszli świętować. Nazajutrz rano wszyscy wstali i znów świętowali. Potem zaczęli się przygotowywać na wojnę i na sylwestra. W noc sylwestrową tak buło huczno w krainie barbarzyńców, aż od ich zabawy zachuczał cały Wild.

1 stycznia wszyscy wstali i przywitali 464 r.p.n.e. Barbarzyńcy wzięli pełno picia, jedzenia, bronie, uzbrojenie, machiny wojenne i różne rzeczy na wojnę z imperium Runescape. 2 stycznia wyruszyli z krasnoludami w góry i przeszli tunelem na górę Wilka przez jedyny tydzień ( zwykłą drogą to około miesiąc musieli by iść i to w dobrych warunkach) Od tej góry do Camelot był rzut kamieniem, a zima była jeszcze ostrzejsza i wiała ogromna śnieżyca. Wojska Szyszki zdobyły bez trudu Camelot, w Camelot były tylko parę kohort, resztę żołnierzy byli na paradzie Imperium RS z okazji nowego roku. Szyszek wysłał do Rzymu swe wojska. Stoczyła się bitwa na polach między Rzymem, a Camelot. Wróg miał 400 000 żołnierzy, a barbarzyńców było tylko 200 000, lecz Szyszek rzekł :
- Walczcie z wrogiem. Niech spokój w Runescape powróci. Walczcie do ostatniego żołnierza O wolność
I Wojska buntowników ruszyli ku wrogowi. Gdy oba armie się spotkały, zaczęły walczyć między sobą. To nie była bitwa.... To była rzeź Wojownicy ucinali innym głowy, oczy, ręce, nogi, przecinali brzuchy, serca, a nawet deptali wroga ciężkimi buciorami robiąc miazgę. Łucznicy strzelali palącymi się strzałami na nieprzyjaciela chmurami strzał. Magowie tworzyli mega kule ognia i rzucali na bezbronnych żołnierzy. Demony zabijały z przyjemnością inne stworzenia, smoki z zemstą na demony. Armia Saradomina zamrażała wrogie armie, armia Guthixa ziemią zasypywała wroga, armia Zamoraka paliła bezlitośnie barbarzyńców. Lały się rzeki krwi.... żołnierze tonęli w jeziorze krwi i ciał. Takiej rzezi od dawna nie było i długo nie będzie. O cieszcie się dzieci Szyszki i Riflemana, że nie żyliście w tych czasach Oficerowie dawali rozkazy na strzały katapult swymi mega głazami. Balisty strzelały mega włóczniami, lub jak inni nazwą olbrzymimi słupami drewna. Pojedyncze tarany zabijały jednym uderzeniem Centurie. Niebo zalane strzałami, ogniem i kamieniami. Konna jazda tratowała umierających ludzi bez żadnego sumienia. Same konie zdychały od oparów krwi i ciał. Nagle pojawiły się słonie Zezimy. Tratowały wszystko ( dosłownie i potocznie) Lecz Szyszek i Rifleman wysłali przeciw słoniom mamuty, One to dały słoniom gdzie raki zimują, a w tym przypadku słonie Gdy wszystkie słonie padły martwe na jeziora krwi, armia barbarzyńców wygrała wielkim Trumfem ( stracili połowę armii) i zaatakowała na Rzym. Przyszła wielka burza śnieżna i całe pole bitwy pokryte zostało białym puchem..... Sama bitwa trwała parę dni, a oblężenie Rzymu... z parę miesięcy
Ludzie w Rzymie od oblężenia nie mieli co jeść, umierali z głodu i pragnienia. Żołnierze Zezimy błagali na kolanach o poddanie Rzymu. Lecz Zezima nie chciał za nic kapitulować. Wreszcie barbarzyńcy zbombardowali miasto od nieba dzięki machinom latającym i wyważyli bramę Rzymu. Wcześniej przez całą zimę tarany niszczyły mury, ale tak były grube, że wydawało się iż są nie do zniszczenia. Próbowano nawet jeżdżące wieżyczki, ale od pocisków z Rzymu zawalały się i nici z tego. Lecz już wreszcie barbarzyńcy mają miasto dzięki długotrwałym oblężeniu w ręce, niestety całe zrównane z powierzchni ziemi. W pałacu przed Zezimą stał Szyszek. Już miał go zabić, aż nagle otwarła się brama do innego świata i Zezima uciekł. Za nim poszedł Saradomin, Guthix i Szyszek4. Widział to wszystko Matiz w ciele Sir Pichwina ( podczas bitwy stracił głowę, ale dzięki Guthixa, wrócił do świata żywych w ciele herosa) pobiegł za nimi. Gdy wszedł do wymiaru, za nimi brama się zamknęła. Zauważył, że Szyszek walczy z Zezimą. Zezima miał ogromny miecz, a szyszek jedynie kij magiczny. Widać było, że Szyszek przegrywa. W tym samym czasie Saradomin i Guthix stanęli naprzeciwko Zamoraka :
- Walczcie ze mną, ale i tak nie pokonacie mnie
I na Saradomina zesłał 50 demonów i jednego, najsilniejszego na świecie, na którym podczas bitwy z klanem Martiusa siedział. Saradomin walczył z demonami, a Guthix z Zamorakiem. Guthix walczył zielenią, a Zamorak ogniem. Guthix przegrywał. Natomiast Wielki Demon chciał zabić Saradomina od tyłu. Lecz Sir Pichwin ( Matiz) rzucił na niego toporem w szyję, odwrócił się i zaczął walczyć z mięśniakiem ( Matizem) Już miał go zabić, aż nagle Rifleman lecąc z góry, strzelił kulą wodną w Demona, a ten padł martwy.
- Demony nienawidzą wody. Gdzie Szyszek
Rzekł Rifleman.
- Walczy z Zezimą, przegrywa z nim
- Szybko
I pobiegli do Szyszka i Zezimy. W tym samym czasie już Zamorak miał zabić Guthixa, aż nagle Saradomin jedną kulą mrozu pokonał wszystkie demony, i tą samą kulą magiczną ocalił brata od śmierci. Zamorak jednak podłożył Saradominowi podczas walki nogę i ten upadł. Miał go zabić, ale w tym samym czasie Guthix strącił go na ziemię korzeniem. Rzucili się na Zamoraka i go zranili. Lecz widząc, że nie pokona dwóch Bogów, zniknął. To była wspaniała walka bogów W tym samym czasie Zezima miał przebić mieczem w serce Szyszki, aż nagle Sir Pichwin rzucił w niego toporem, tamten się odwrócił z toporem w szyi a Rifleman kulą lodu zamroził go. Niestety Zezima szybko stopił lód i zniknął ranny, podobnie jak Zamorak.
- Znajdziemy ich i pokonamy ich. Zapewne uciekli na południe RS. Victoria W naszych rękach całe północne imperium Zezimy ( około 1/3 całego świata RS) Nadchodzi wiosna, niech godnie zaczniemy życie w RS
Rzekł dumnie Szyszek4 cały we krwi. Od teraz nową stolicą jest Camelot. Nadchodzą święta Wielkanocne. Zginęli niestety Kornel Ziom, Bax132, Adamsor i wiele innych dzielnych barbarzyńców.

Pogańskie Boże Narodzenie

natrafilam na taki tekst, pomyslalam, ze przytocze, kto zainteresowany - niechaj czyta

Niemal każda religia obok dogmatów i warstwy ideowej posiada swój wymiar rytualny, uzewnętrzniony najdokładniej w obchodach swych świąt, szczególnie tych najważniejszych – dorocznych. Również chrześcijaństwo, wydaje się nobliwe w swej tradycji i kojarzy z najważniejszymi dla niego świętami – Wielkanocnymi, oraz Bożym Narodzeniem. Przyjrzawszy się jednak bliżej poszczególnym rytuałom związanym zarówno z tymi dwoma świętami, jak i innymi ważnymi momentami w kalendarzu liturgicznym Kościoła Katolickiego, zobaczyć można całkowicie jasno, że mają one w większości proweniencję przedchrześcijańską, słowiańską, pogańską. Nie jest to niczym nowym dla osób zajmujących się historią religii, bądź znawców kultury, jednak większość kultywujących tradycje świąteczne nie zdaje sobie sprawy, że oddaje cześć tradycji o wiele starszej i z pewnością wyrzekłoby się wszelkich swych związków z „przebrzydłym pogaństwem”.

Już sama konstrukcja liturgicznego kalendarza katolickiego niebezpiecznie przypomina gospodarczy rok dawnych ludów rolniczych, których główne święta przypadały na przełomy pór roku, które z kolei umiejscowione są w momentach przesileń słońca (zimowego i letniego), oraz równonocy (wiosennej i jesiennej). Rok pogański pojmowany był jako cykl życia Boga Słońca - Swaroga, od jego narodzin do śmierci. Dlatego właśnie wraz z zimowym przesileniem, kiedy to dzień jest najkrótszy, a noc najdłuższa rozpoczynał się Nowy Rok, następowały narodziny Młodego Boga, „Bożica”, który od tego momentu zaczynał swą walkę z ciemnością. U przedchrześcijańskich Słowian zimowe święta nazywały się Gody, Szczodre Gody, lub Szczodry Wieczór. Nazwania te przetrwały w kulturze ludowej i tak np. – jak w połowie XIX wieku podawał Aleksander Hilferding w swej pracy „Ostatki Słowian na południowym brzegu Bałtyckiego Morza” – Kaszubi Boże Narodzenie nazywali gode. Już sama nazwa ukazuje, że pierwotnie ze świętem tym połączone były obchody Nowego Roku, które dopiero później zostały oddzielone. Gody bowiem, jak podaje słownik etymologiczny Aleksandra Brücknera, oznaczają „czas”, czy „porę”, a w języku rosyjskim właśnie rok. Nie jest dziełem przypadku, iż chrześcijaństwo nie posiadając sił, by wyplenić z ludu jego dawne obyczaje inkorporowała m.in. owo święto, nadając mu powierzchownie własną interpretacje ideową. Tak oto w bezpośrednim sąsiedztwie przesilenia przypadającego na 22 grudnia, umieszczono datę narodzin syna bożego – Jezusa (w żaden sposób nie wynika ona z Biblii), czego zresztą dokonano jeszcze u zarania chrześcijaństwa, kiedy to w państwie rzymskim dominował kult Sol Invictus – Słońca Niezwyciężonego, którego narodziny przypadały – co logiczne – właśnie na czas zimowego przesilenia. Cóż za zbieg okoliczności! Jak pisze Kazimierz Moszyński w II tomie swej monumentalnej „Kultury Ludowej Słowian”: „...cywilizacja nasza przechowała w sobie głęboko wyryte (...) ślady dawnego kultu słońca i kościelne święto Bożego Narodzenia jest, jak wiadomo, zamaskowanym świętem Narodzin Niezwyciężonego Słońca...”.

Podczas obchodów Bożego Narodzenia, rozpoczynających się od Wigilii, a na Trzech Króli kończących, podejmowane jest szereg zabiegów rytualnych, które wywodzą się bezpośrednio z tzw. „pogaństwa”. Otóż, już sama idea wieczerzy wigilijnej pochodzi od tradycji nakazującej zarówno pogańskim Słowianom jak starożytnym Grekom, zasiądnięcie do uczty pospołu z Bogami, podczas której spożywano jadło uprzednio owym Bogom ofiarowane. Przecież właśnie strawa kolacji wigilijnej opatrzona jest szeregiem nakazów i zakazów dotyczących gatunków, sposobów przyrządzania, a nawet samej ilości potraw, co sugeruje właśnie zachowane w kodzie kulturowym uświęcenie owego jadła. Najistotniejszym elementem menu jest kutia, czyli potrawa przyrządzana pierwotnie z ziaren pszenicy, miodu i maku, która swą słodkością i „przepychem” symbolizowała dostatek i szczęście, a już same składniki świadczą o tym, bo nawet słowo „zboże” oznacza etymologicznie dar boży, co świadczy o wielkim znaczeniu, jakie dla Słowian zboże posiadało. Do niedawna lud używał kutii do tzw. „ciskania kop”, polegającego na rzucaniu garścią lepkiej potrawy o powałę domu i z ilości przyklejonych do niej ziaren wróżeniu o przyszłorocznym dostatku.

Na stole znajduje się dziś również opłatek, którym przełamują się bliscy życząc sobie wzajemnego szczęścia, ale i on nie jest wbrew pozorom osiągnięciem chrześcijańskim, a jedynie swą ascetyczną formą zastąpił dawniejszy kołacz, który był z jednej strony symbolem całorocznej pracy i nagromadzonych dóbr, a z drugiej swym przepychem miał przynosić szczęście w przyszłości. Pamiętajmy o jednej z nazw tego święta – „Szczodry Wieczór”. Wspominając o życzeniach nie należy zapominać, iż dziś są to zazwyczaj nic nieznaczące zwroty grzecznościowe, inaczej natomiast było, gdy wierzono w rzeczywistą dobroczynną moc wypowiadanych życzliwych słów, podobnie jak w przypadku przekleństw, których wypowiedzenie miało faktycznie przynosić szkodę przeklętemu.

Stół wigilijny usłany powinien być sianem, lub słomą, którą układa się pod obrus. Jest to bardzo czytelne nawiązanie do zabiegów mających na celu zapewnienie dostatku i płodności, podobnie jak snop żyta, ustawiany jeszcze do niedawna w rogu pomieszczenia, lub na progu domu. Również siano spod obrusa wykorzystywane było do wróżenia, bowiem wyciągano poszczególne źdźbła i jeśli ktoś wyciągnął zielone, to wnioskował z tego, iż w nadchodzącym roku wyjdzie za mąż/ożeni się. Jeśli wyciągnięte zostało źdźbło zwiędłe, z ożenkiem przyszło czekać do następnego roku, jeśli ktoś natomiast wyciągnął źdźbło suche, miał z pewnością pozostać starą panną/kawalerem. Tradycja nakazuje, by przy stole pozostawić jedno miejsce wolne, dziś interpretuje się to często, jako miejsce dla niespodziewanego gościa, lub wędrowca, jednak jeszcze i dziś można się spotkać z przekonaniem, iż miejsce to pozostaje wolne dla zmarłych bliskich. Pierwotnie wystawiało się oddzielny stół, na którym kładziono potrawy, jak chleb bez soli, która to odstraszała duchy zmarłych, podobnie jak żelazo i dlatego właśnie na owym stole nie mogły znajdować się żelazne przedmioty. Jest to kolejny motyw, którego nie dało się wyplenić z tradycyjnej obrzędowości, bowiem dotyczy kultu przodków, których duchy w pewne szczególne dni mogły powracać do świata żywych. Jest to zupełnie niezgodne z dogmatem chrześcijańskim, gdyż wg jego wykładni dusze przebywają w piekle, czyśćcu, lub w niebiesie. W XIX wieku Wincenty Pol pisał wierszem: „A trzy krzesła polskim strojem / Koło stołu stoją próżne / I z opłatkiem każdy swoim / Idzie do nich spłacać dłużne / I pokłada na talerzu / Anielskiego chleba kruchy.../ Bo w tych krzesłach siedzą duchy”. Ich właśnie ta obecność gwarantowała trafność wszelkich wróżb czynionych tego wieczora i do dziś nikt nie przejmuje się, iż kościół zdecydowanie zwalczał wszelkie wróżbiarstwo i wywoływania duchów. Ale nie ma się czemu dziwić, gdy powtórzymy za Bohdanem Baranowskim, że „niekiedy dawnym zwyczajom pogańskim nadawano chrześcijańską treść”, a lud nie przejmował się, „czy wiara ich zgodna jest z obowiązującymi zasadami nauki Kościoła ”.

Z Bożym Narodzeniem kojarzy się też nieodmiennie kolęda. „No, to już wybitnie chrześcijański zwyczaj!” – gotów ktoś powiedzieć. Ale skoro o tym wspominam, to pewnie pojawiają się już wątpliwości!? Oczywiście! Nawet kolęda (łacińskie calendae – pierwszy dzień miesiąca) wywodzi się od zupełnie niechrześcijańskich pieśni śpiewanych przy okazji składania życzeń, za co – jak pisze P. Caraman w „Obrzęd kolędowania u Słowian i Rumunów” – dobrze życzącemu przypadała gratyfikacja – podarek. Tak też czynili i mieszkańcy Pomorza, którzy znali zwyczaj obchodzenia okolicznych domów urządzany przez młodzież, podczas którego składano życzenia i śpiewano pieśni powitalne, w zamian za co oczekiwano gratyfikacji, co częstokroć wyrażały już same słowa pieśni (skądinąd znana jest pieśń tego typu: „Maszli nam dajci, nie daj nam długo staci, boć nas będzie uziąbaci. Skakały bosy pod niebiosy, chciały kołacza i kiełbasy”). Zwyczaj ten według A. Hilferdinga zwany był tu szopką, przy czym – jak pisze – znana była też na Pomorzu „polska” nazwa kolęda. Z tego z kolei wynika, że nawet prezenty pierwotnie nie pochodziły od „Gwiazdora”. Słowianie pieśni te zwali „szczodruszkami”. Podobnie zresztą – by znów sięgnąć do Hilferdinga – brzmi nazwa pomorskiego obyczaju pokrewnego szopce / kolędzie, a mianowicie szczodraków. Były to urządzane na Trzech Króli korowody także wędrujące od domu do domu, ale tym razem formowane z pastuchów, którzy śpiewali np.: „Dobry wieczor, szczodri wieczor (tu pojawia się kolejny wariant słowiańskiego nazwania świąt), nam powiedają, że tu rogule pieczą. Jeszli ne rogula, taj chleba gleń (krajanka). Wasza desza mdze (będzie) miała w niebie szczodroblewy dzeń. A jeszli nie chleba gleń, tej korszczuk (łyżka) masła, Wasza desza (dusza) mdze są dobrze w niebie pasła” itd. Zwróćmy tu uwagę na dwa elementy: 1. na początku powiedziane zostało, iż pierwotnie obchody „Bożego Narodzenia” rozciągnięte były w czasie i zawierały w sobie to co potem oddzielono na Nowy Rok i Trzech Króli; 2. że owe szczodraki formowane były z pastuchów, a więc miały wyraźnie związek z mitologicznym elementem zwierzęcym, o czym za chwilę.

Kolędnicy, których i dziś można jeszcze spotkać na Podhalu,
niegdyś byli zupełnie powszechni. Chodziło się bowiem „z kobylicą”, lub „po kobylicy”, co ma związki z wiarą we właściwości pewnych zwierząt (jeleń) jako łączników ze światem zmarłych. Kolędnicy obnosili też często tura, jako zwierzę szczególnie czczone przez myśliwych za swoją siłę i szlachetność, co nawiązuje do kultu męskiej siły i odwagi. Obnosi się i wilka, którego lud słowiański zwykł do niedawna zapraszać na wieczerzę świąteczną, lub składać ofiarę z kozy, by pozostawił w spokoju zwierzęta w obejściu i samych ludzi. Do niedawna można było zaobserwować na obszarze całej Słowiańszczyzny – jak i znacznie szerzej – obrzędy wykorzystujące kozę, lub kozła jako symbole płodności (postać kozła miał również Pan, grecki bóg przyrody, a czasem nawet Dionizos). Przybierały one postać procesji kolędników, którzy w poszczególnych domostwach dawali przedstawienie tańca, śmierci i znów tańca odrodzonej kozy/kozła. Jeden z wariantów tego rytuału przewidywał zaproszenie kozy do domu, ta jednak (poprzez niosącą jej kukłę, lub skrytą za maską osobę) wyrażała swój strach przed „Dziadem”, swym przeciwnikiem: „Tylko się boje starego dziada; ten dziad ma mocny łuk i pęk strzał; ustrzeli on mnie pod szczere serce”. Po czym następowała śmierć kozy, która często przebiegała wśród spazmów, sugerujących utożsamienie się aktora z postacią w rodzaju transu. Na wezwanie jednak koza powracała do życia i to był właśnie rytualny moment narodzin Boga – Słońca. Warto dodać, że tu prawdopodobnie dokonało się w postaci kozy nałożenie płodnościowej symboliki kozła z symboliką Złotorogiego Jelenia, który pojawia się jako mityczny towarzysz Bożica – młodego Boga-Słońca.

Z płodnościowym aspektem symbolu kozy wiąże się natomiast nieco odmienna forma występowania jej w procesjach kolędników, a mianowicie tzw. „obrzęd podkoziołka”, kiedy to kukłę lub człowieka symbolizującego kozła (ukrytego za maską) obtańcowywało się wokół, lub przed nią wykonywano taniec w formie wirowania. Ma to związek z zabiegami mającymi zapewnić płodność i jak podaje Jan Bystroń występuje w zwyczajach żniwiarskich, a nawet jako zabieg gwarantujący zawartą umowę. Zachowała się też przyśpiewka ilustrująca taką właśnie mitologiczną funkcję kozy: „Gdzie koza rogiem, tam żyto stogiem; gdzie koza nogą tam żyto kopą; gdzie koza chodziła, tam żyto rodziło”. Sam Bystroń był jednak przeciwny zawężającej interpretacji znaczenia tańca / wirowania widzącej w nim wyłącznie zabiegi związane z kultem i magią płodności. Trzeba przyznać mu w tym rację, zwłaszcza, gdy weźmie się pod uwagę głęboki, kosmiczny sens obrzędu uśmiercania i ponownego ożywania kozy, który przedstawia cały porządek naturalny – zarówno chwilowe zwycięstwo ciemności, nierozerwalnie jednak związane z narodzinami Młodego Słońca i przyszłym jego zwycięstwem, jak i wynikająca z tego przepowiednia niechybnego ożywienia Natury, a przez co dostatku dla ludzi. To jawi się bardzo czytelnie – gdzie koza dotknie rogiem, czy nogą – czyli gdzie padną promienie słoneczne tam wykwita bujne życie roślin, w tym oczywiście uprawnych.

Również na Pomorzu Oskar Kolberg, zbierając w terenie informacje dotyczące tradycji ludowych do swych wiekopomnych prac, zanotował zwyczaj chodzenia po kolędzie, które jednak zwać się miało chodzeniem z gwiazdą, a biorący w tym udział młodzieńcy – gwizdami. Także oni przebierali się w postaci kozy, a ponadto poowijając się grochowinami – przedstawiali niedźwiedzie (prawdopodobnie był to miejscowy wariant dzikiego zwierza, gdzie indziej reprezentowanego przez wilka), oraz bociany a nawet jeźdźców. Wydaje się zresztą, że jest to zwyczaj wybitnie słowiański – odróżniający się od zwyczajów innych grup etnicznych – który na Pomorzu mimo germanizacji przetrwał w enklawach kultury słowiańskich autochtonów. Dowodzą tego – jak przytacza Wojciech Lysiak w swym artykule „Oblicza kultury ludowej dawnych Pomorzan” umieszczonym w materiałach z konferencji pt. „?ycie danych Pomorzan” – dane zebrane w latach 30-tych do „Atlas der pommerschen Volkskunde”, którego autorzy (zgodnie z duchem epoki nauki niemieckiej) dołożyli wielkich starań, by zamaskować słowiański substrat kultury ludowej Pomorza, a który mimo to ukazuje powiązanie niektórych elementów z kulturą polską. Chodzi tu m.in. właśnie o uchwycony na Pomorzu Zachodnim w okolicach Szczecina zwyczaj chodzenia w okresie Trzech Króli grup przebierańców, który uznany być musiał za czysto Słowiański.

Jeszcze innym ważnym elementem rytualnym związanym z zimowym przesileniem, a włączonym do obrzędowości chrześcijańskiej, jest posypywanie w dzień św. Szczepana (drugi dzień świąt) księdza owsem, co tłumaczy się pamiątką kamienowania owego świętego. Na Pomorzu zaś zgodnie z informacjami Kolberga, dla tego samego uzasadnienia rzucano w księdza nie tylko owsem ale i grochem. Zabawne, jak elementy kultu płodności zaprzęgnięto w kult śmierci! A jeszcze pod koniec XVIII wieku zwyczaj ten był tępiony, czego ślad pozostał w zaleceniach właściwego archidiakonatu dla pewnego proboszcza w 1779, poprzez słowa: „Nakazuje mu się, aby w dniu św. Szczepana pocisk owsem na siebie zakazał”. Bo oto owies służył w wielu obrzędach pogańskich Słowian (np. przy uroczystościach weselnych), jako medium mające przynieść obsypanemu nim płodność i dostatek. Przejecie tego motywu jest chyba najbardziej rzucającym się w oczy, przez wybitną czytelność pierwotnej symboliki i zupełną konwersję znaczenia.

|więta zimowe posiadają swój własny, niepowtarzalny klimat, którego najlepszym wyrazicielem jest choinka. Jej symboliki nie trzeba szczególnie tłumaczyć. Przyszła ona do Polski z Niemiec z XVIII wieku poprzez dwory, by w wieku XIX trafić pod strzechy. Tu zastąpiła wspominany wcześniej snop żyta, często przetykany innymi zbożami oraz występujący wcześniej choinkowy „surogat” podłaźnik, podłużnik lub połażajnik. Tak zwano bowiem gałązkę, lub czubek jedliny – zwany też czasem „sadem” – który noszony był przez człowieka chodzącego po chałupach i składającego godowe życzenia. Później ten pierwowzór choinki majony bywał przy śpiewie przez dziewki i / lub wieszany dołem do góry u belki pod sufitem. Cóż, wiecznie zielone drzewko symbolizuje siłę odradzającej się Natury w warunkach zimowego jej uśpienia. Jest to oczywiste nawiązanie do kultu drzew, pojmowanych w panteizmie, jako siedziby Bogów (dąb, lipa), lub nawet model wszechświata (nordycki Yggdrasil).

Zawsze godnie święta miały swój wymiar rodzinny, zawsze bowiem skupiały członków rodziny, lub rodu na wspólnej uczcie, radości i momencie szczęścia. Naukowcy są zgodni, że posiadały one dwa wymiary – agrarny i zaduszkowy, a towarzyszył im nastrój nadziei i powagi. Tak więc pamiętano nie tylko o żywych członkach swej rodziny, ale także o tych co odeszli. Trzeba więc pamiętać, że to nie antyczne dekrety kościelne stworzyły te piękne zwyczaje, ale że są one wytworem bogatej i jakże żywej dawnej i rodzimej kultury. Sama tu się dopomina o przywołanie najpoważniejsza i najgłębsza scena filmu „Miś” Stanisława Barei, kiedy to przygotowujący się do świąt stary węglarz, mądry mądrością ludową i doświadczeniem wieku mówi: „Tradycją nazwać niczego nie możesz i nie możesz uchwałą specjalną zarządzić ani jej ustanowić. Kto inaczej sądzi świeci jak zgasła świeczka na słonecznym dworze. Tradycja to dąb, który tysiąc lat rósł w górę. (...) To jest właśnie kolęda, świąteczna wieczerza, to jest ludu śpiewanie, to jest ojców mowa...” Powracając jeszcze go Kazimierza Moszyńskiego, warto przypomnieć, iż napisał on, że dziwić się należy, iż tak wiele przetrwało z dawnych obyczajów w warunkach zwalczania i pokrywania wtórną siatką ideową.

źródlo: http://www.nsnrpoland.for...rewicz,336.html

Bestsellery 2007

Cytat:jeśli nawet największa polska nagroda literacka nie jest w stanie wypromować książki tak, żeby wskoczyła na tą listę to bida z nędzą.



Odniosę się do tego, bo wyszperalam jeszcze inne zestawienie- z poszczególnych miesięcy .
Cytat:
Grudzień

* Księgarnia internetowa Znak René Goscinny, Jean-Jacques Sempé, Nowe przygody Mikołajka. Tom 2
* Małgorzata Szejnert, Czarny ogród
* Jonathan Fenby, Alianci: Stalin, Roosevelt, Churchill. Tajne rozgrywki zwycięzców drugiej wojny światowej
* Benedykt XVI, Spe Salvi
* Francesca Simon, Koszmarny Karolek i wigilijne figle

* Merlin René Goscinny, Jean-Jacques Sempé, Nowe przygody Mikołajka. Tom 2
* Mario Vargas Llosa, Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki
* René Goscinny, Jean-Jacques Sempé, Nowe przygody Mikołajka
* Eric-Emmanuel Schmitt, Małe zbrodnie małżeńskie
* Richard P. Feynman, „Pan raczy żartować, panie Feynman!” Przygody ciekawego człowieka

* Matras René Goscinny, Jean-Jacques Sempé, Nowe przygody Mikołajka. Tom 2
* René Goscinny, Jean-Jacques Sempé, Nowe przygody Mikołajka
* Wiesław Myśliwski, Traktat o łuskaniu fasoli

Listopad

* Księgarnia internetowa Znak René Goscinny, Jean-Jacques Sempé, Nowe przygody Mikołajka. Tom 2
* Leszek Kołakowski, Zbigniew Mentzel, Czas ciekawy, czas niespokojny
* „Innego końca świata nie będzie”. Z Barbarą Skargą rozmawiają Katarzyna Janowska i Piotr Mucharski
* Francesca Simon, Koszmarny Karolek i wigilijne figle
* Andrzej Szczeklik, Kore. O chorych, chorobach i poszukiwaniu duszy medycyny

* Merlin René Goscinny, Jean-Jacques Sempé, Nowe przygody Mikołajka. Tom 2
* Mario Vargas Llosa, Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki
* Wojciech Młynarski, Moje ulubione drzewo, czyli Młynarski obowiązkowo
* René Goscinny, Jean-Jacques Sempé, Nowe przygody Mikołajka
* Janosch, A w Wigilię przyjdzie Niedźwiedź

* Empik René Goscinny, Jean-Jacques Sempé, Nowe przygody Mikołajka. Tom 2
* Mario Vargas Llosa, Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki
* Leszek Kołakowski, Zbigniew Mentzel, Czas ciekawy, czas niespokojny
* Wiesław Myśliwski, Traktat o łuskaniu fasoli
* René Goscinny, Jean-Jacques Sempé, Nowe przygody Mikołajka

* Matras René Goscinny, Jean-Jacques Sempé, Nowe przygody Mikołajka. Tom 2
* Wiesław Myśliwski, Traktat o łuskaniu fasoli

Październik

* Księgarnia internetowa Znak Wiesław Myśliwski, Traktat o łuskaniu fasoli
* Mario Vargas Llosa, Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki
* Rodrigo Muńoz Avia, O psychiatrach, psychologach i innych psycholach
* Ks. Piotr Dzedzej, Porzucone sutanny. Opowieści byłych księży
* Andrzej Szczeklik, Kore. O chorych, chorobach i poszukiwaniu duszy medycyny

* Merlin Mario Vargas Llosa, Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki
* Leszek Kołakowski, Zbigniew Mentzel, Czas ciekawy, czas niespokojny
* Wiesław Myśliwski, Traktat o łuskaniu fasoli
* Ks. Piotr Dzedzej, Porzucone sutanny. Opowieści byłych księży
* Marguerite Duras, Kochanek

* Empik Mario Vargas Llosa, Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki
* Norman Davies, Europa – między Wschodem a Zachodem
* Wiesław Myśliwski, Traktat o łuskaniu fasoli
* Abby Lee, Dziewczyna, której jedno w głowie

* Matras Wiesław Myśliwski, Traktat o łuskaniu fasoli
* Leszek Kołakowski, Zbigniew Mentzel, Czas ciekawy, czas niespokojny
* Mario Vargas Llosa, Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki

Wrzesień

* Księgarnia internetowa Znak Norman Davies, Europa – między Wschodem a Zachodem
* Szymon Hołownia, Tabletki z krzyżykiem
* Ks. Piotr Dzedzej, Porzucone sutanny. Opowieści byłych księży
* Kobieta nie jest grzechem. Z siostrą Anną Bałchan SMI o problemie prostytucji (i nie tylko) rozmawia Katarzyna Wiśniewska
* Claire Faÿ, Zeszyt do bazgrania dla tych, którzy nudzą się w pracy

* Merlin Mario Vargas Llosa, Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki
* Norman Davies, Europa – między Wschodem a Zachodem
* Ks. Piotr Dzedzej, Porzucone sutanny. Opowieści byłych księży
* Václav Havel, „Tylko krótko, proszę” – rozmowa z Karelem Hvíźďalą, zapiski, dokumenty
* Kiran Desai, Brzemię rzeczy utraconych
* Abby Lee, Dziewczyna, której jedno w głowie

* Empik Norman Davies, Europa – między Wschodem a Zachodem
* Kiran Desai, Brzemię rzeczy utraconych
* Mario Vargas Llosa, Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki
* Emily Giffin, Coś pożyczonego
* Václav Havel, „Tylko krótko, proszę” – rozmowa z Karelem Hvíźďalą, zapiski, dokumenty

* Matras Norman Davies, Europa – między Wschodem a Zachodem
* Mario Vargas Llosa, Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki
* Nelson DeMille, Żywioł ognia

Sierpień

* Księgarnia internetowa Znak Norman Davies, Boże igrzysko. Historia Polski
* Norman Davies, Europa – między Wschodem a Zachodem
* Norman Davies, Europa. Rozprawa historyka z historią
* Norman Davies, Wyspy. Historia
* Claire Faÿ, Zeszyt do bazgrania dla tych, którzy nudzą się w pracy

* Merlin Norman Davies, Europa – między Wschodem a Zachodem
* Václav Havel, „Tylko krótko, proszę” – rozmowa z Karelem Hvíźďalą, zapiski, dokumenty
* Emily Giffin, Coś pożyczonego
* Richard P. Feynman, „Pan raczy żartować, panie Feynman!” Przygody ciekawego człowieka
* Norman Davies, Boże igrzysko. Historia Polski

* Empik Norman Davies, Europa – między Wschodem a Zachodem

* Matras Norman Davies, Europa – między Wschodem a Zachodem

Lipiec

* Księgarnia internetowa Znak Szymon Hołownia, Tabletki z krzyżykiem
* Jan Paweł II, Pamięć i tożsamość. Rozmowy na przełomie tysiącleci
* Heinrich Böll, Dziennik irlandzki
* Katarzyna Bielas, Niesformatowani
* Bono, Michka Assayas, Bono o Bono. Rozmawiał Michka Assayas

* Merlin Richard P. Feynman, „Pan raczy żartować, panie Feynman!” Przygody ciekawego człowieka
* Szymon Hołownia, Tabletki z krzyżykiem

Czerwiec

* Księgarnia internetowa Znak Szymon Hołownia, Tabletki z krzyżykiem
* Jan Paweł II, Pamięć i tożsamość. Rozmowy na przełomie tysiącleci
* Ryszard Kapuściński, Rwący nurt historii
* Joseph Campbell, Potęga mitu
* Heinrich Böll, Dziennik irlandzki

* Merlin Richard P. Feynman, „Pan raczy żartować, panie Feynman!” Przygody ciekawego człowieka
* Szymon Hołownia, Tabletki z krzyżykiem
* Santiago Roncagliolo, Wstyd

* Empik Joanna Olech, Pompon w rodzinie Fisiów

* Matras Ryszard Kapuściński, Rwący nurt historii

Maj

* Księgarnia internetowa Znak Szymon Hołownia, Tabletki z krzyżykiem
* Ryszard Kapuściński, Rwący nurt historii
* Jan Paweł II, Pamięć i tożsamość. Rozmowy na przełomie tysiącleci
* Krzysztof Michalski, Płomień wieczności. Eseje o myślach Fryderyka Nietzschego
* Józef Tischner, Historia filozofii po góralsku

* Merlin Richard P. Feynman, „Pan raczy żartować, panie Feynman!” Przygody ciekawego człowieka
* Ryszard Kapuściński, Rwący nurt historii
* Wiesław Myśliwski, Traktat o łuskaniu fasoli
* Szymon Hołownia, Tabletki z krzyżykiem

* Empik Joanna Olech, Pompon w rodzinie Fisiów
* Ryszard Kapuściński, Rwący nurt historii

* Matras Ryszard Kapuściński, Rwący nurt historii

Kwiecień

* Księgarnia internetowa Znak Ryszard Kapuściński, Rwący nurt historii
* Jan Paweł II, Pamięć i tożsamość. Rozmowy na przełomie tysiącleci
* Jan Paweł II, Encykliki Ojca Świętego Jana Pawła II
* Eric-Emmanuel Schmitt, Oskar i pani Róża
* Kazimierz Moczarski, Rozmowy z katem

* Merlin Richard P. Feynman, „Pan raczy żartować, panie Feynman!” Przygody ciekawego człowieka
* Ryszard Kapuściński, Rwący nurt historii
* Malcolm Gladwell, Błysk! Potęga przeczucia

* Empik Ryszard Kapuściński, Rwący nurt historii
* Ks. Tadeusz Isakowicz–Zaleski, Księża wobec bezpieki na przykładzie archidiecezji krakowskiej
* Ryszard Kapuściński, Podróże z Herodotem

* Matras Ryszard Kapuściński, Rwący nurt historii
* Ks. Tadeusz Isakowicz–Zaleski, Księża wobec bezpieki na przykładzie archidiecezji krakowskiej
* Ryszard Kapuściński, Podróże z Herodotem
* Podróże z Ryszardem Kapuścińskim. Opowieści trzynastu tłumaczy

Marzec

* Księgarnia internetowa Znak Ks. Tadeusz Isakowicz–Zaleski, Księża wobec bezpieki na przykładzie archidiecezji krakowskiej
* Richard P. Feynman, „Pan raczy żartować, panie Feynman!” Przygody ciekawego człowieka
* Barbara Skarga, Człowiek to nie jest piękne zwierzę
* Podróże z Ryszardem Kapuścińskim. Opowieści trzynastu tłumaczy
* Paweł Huelle, Ostatnia Wieczerza

* Merlin Richard P. Feynman, „Pan raczy żartować, panie Feynman!” Przygody ciekawego człowieka
* Ks. Tadeusz Isakowicz–Zaleski, Księża wobec bezpieki na przykładzie archidiecezji krakowskiej
* Wojciech Orliński, Co to są sepulki? Wszystko o Lemie
* Paweł Huelle, Ostatnia Wieczerza
* Malcolm Gladwell, Błysk! Potęga przeczucia

* Empik Ks. Tadeusz Isakowicz–Zaleski, Księża wobec bezpieki na przykładzie archidiecezji krakowskiej
* Ryszard Kapuściński, Podróże z Herodotem
* Podróże z Ryszardem Kapuścińskim. Opowieści trzynastu tłumaczy
* Eric-Emmanuel Schmitt, Kiedy byłem dziełem sztuki

* Matras Ks. Tadeusz Isakowicz–Zaleski, Księża wobec bezpieki na przykładzie archidiecezji krakowskiej
* Ryszard Kapuściński, Podróże z Herodotem
* Podróże z Ryszardem Kapuścińskim. Opowieści trzynastu tłumaczy

Luty

* Księgarnia internetowa Znak Ks. Tadeusz Isakowicz–Zaleski, Księża wobec bezpieki na przykładzie archidiecezji krakowskiej
* Podróże z Ryszardem Kapuścińskim. Opowieści trzynastu tłumaczy
* Paweł Huelle, Ostatnia Wieczerza
* Malcolm Gladwell , Błysk! Potęga przeczucia
* Ryszard Kapuściński, Ten Inny

* Merlin Ks. Tadeusz Isakowicz–Zaleski, Księża wobec bezpieki na przykładzie archidiecezji krakowskiej
* Paweł Huelle, Ostatnia Wieczerza
* Podróże z Ryszardem Kapuścińskim. Opowieści trzynastu tłumaczy
* Richard P. Feynman, „Pan raczy żartować, panie Feynman!” Przygody ciekawego człowieka
* Malcolm Gladwell, Błysk! Potęga przeczucia
* Ryszard Kapuściński, Podróże z Herodotem

* Empik Ryszard Kapuściński, Podróże z Herodotem
* Podróże z Ryszardem Kapuścińskim. Opowieści trzynastu tłumaczy
* Eric-Emmanuel Schmitt, Kiedy byłem dziełem sztuki

* Matras Podróże z Ryszardem Kapuścińskim. Opowieści trzynastu tłumaczy
* Ryszard Kapuściński, Podróże z Herodotem
* Ryszard Kapuściński, Ten Inny
* Ryszard Kapuściński, Autoportret reportera
* Bono, Michka Assayas, Bono o Bono. Rozmawiał Michka Assayas
* Eric-Emmanuel Schmitt, Kiedy byłem dziełem sztuki

Styczeń

* Księgarnia internetowa Znak Norman Davies, Orzeł biały, czerwona gwiazda
* Roman Graczyk, Tropem SB. Jak czytać teczki
* Bono, Michka Assayas, Bono o Bono. Rozmawiał Michka Assayas
* Peter Szatmari, Uwięziony umysł. Opowieści o ludziach z autyzmem
* Eric-Emmanuel Schmitt, Kiedy byłem dziełem sztuki

* Merlin Ryszard Kapuściński, Ten Inny
* Ryszard Kapuściński, Podróże z Herodotem
* Bono, Michka Assayas, Bono o Bono. Rozmawiał Michka Assayas
* Eric-Emmanuel Schmitt, Kiedy byłem dziełem sztuki
* Zadie Smith, O pięknie

* Empik Zadie Smith, O pięknie
* René Goscinny, Jean-Jacques Sempé, Nowe przygody Mikołajka



za stroną Znaku

jakiś wpływ Nike jednak ma, bo książka od października się sprzedawała.

Poza tym, jak patrzę na listę nominowanych do tej nagrody to wydaje mi się, w czasach, w których się czyta coraz mniej, wymagać od ludzi, żeby kupowali i czytali tak ambitne książki to za dużo... Janion, Tulli czy nawet Pilch są dość trudni w odbiorze czasem. A niektórzy wolą literaturę łatwą i przyjemną...
Założę się, ze sporo osób, z tych które kupiły książkę Dziwisza, Zalewskiego czy Benedykta XVI kupiły to bo tak wypada, żeby to mieć. Ciekawe ile to naprawdę przeczytało...